Chyba jest już wieczór, więc czas najwyższy ogłosić, kto wygrał książkę Wojciecha Chmielarza pt. „Przejęcie”. Ślepy los zadecydował, że kryminał trafia do osoby o nicku: ellakoprowska.
Gratuluję i życzę przyjemnej świąteczno-noworocznej lektury 🙂

Chyba jest już wieczór, więc czas najwyższy ogłosić, kto wygrał książkę Wojciecha Chmielarza pt. „Przejęcie”. Ślepy los zadecydował, że kryminał trafia do osoby o nicku: ellakoprowska.
Gratuluję i życzę przyjemnej świąteczno-noworocznej lektury 🙂

Święta tuż, tuż – zbliżają się wielkimi krokami. Czy zdążyliście pomyśleć o sobie? Może macie ochotę w Boże Narodzenie porozwiązywać zagadkę kryminalną, razem ze świetnym komisarzem Jakubem Mortką i jego partnerką Suchą? O „Przejęciu” już pisałam, ale jeśli nabraliście ochoty na tę książkę, to możecie się zgłaszać tu. Dzięki wydawnictwu Czarne dysponuję nowym, nieczytanym egzemplarzem, którym chętnie się podzielę. Wystarczy zgłosić chęć posiadania książki pod tym wpisem w komentarzu. W niedzielę wieczorem ogłoszę, kto został szczęśliwym (mam nadzieję) posiadaczem tej książki…
Zapraszam, bo moim zdaniem – warto.
Do tej pory dysponowałam dwoma regałami. Kiedy się zapełniły, upychałam książki wszędzie, gdzie się dało. Leżały na stosach, ściśnięte tak bardzo, że aż żal się robiło. Kiedy stos zaczynał robić się na tyle wysoki, że zaczynał się niebezpiecznie chwiać, wystarczyło dostawić kolejny. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że co jakiś czas przychodziło mi do głowy, żeby sięgnąć po tytuł z dołu stosu…
Wreszcie trzeba było coś z tym robić. Wiadomo, że książki potrzebują porządnego drewna. Półki z płyt się nie sprawdzają, najzwyczajniej w świecie się uginają. No chyba, że ktoś planuje kłaść na nich gumowe książeczki – takie dla niemowląt. Dlatego postanowiliśmy poszukać stolarza, który wybudował nam półki na miarę. Czytaj dalej
Zgłosiłam się do konkursu organizowanego przez portal duzeka.pl. Jest to już czwarta edycja. Dlaczego o tym piszę? Otóż, można zagłosować na najlepszy blog książkowy w kategorii „Nagroda Czytelników”. Jeżeli ktoś uważa, że warto oddać głos na blog: Czytam, bo chcę i już – zapraszam do zabawy.
Jak to zrobić? Zasady są bardzo proste. Wystarczy wysłać e-mail na adres: ebuka@duzeka.pl, a w jego temacie wpisać „Czytam, bo chcę i już”. Będę wdzięczna za oddane głosy i z góry dziękuję.
Zaskoczyła mnie nominacja blogerki znanej jako ktrya, która zaprosiła mnie do zabawy Libster blog award, za co dziękuję. Jako, że dziś piątek, można wreszcie sobie pozwolić na coś luźniejszego… A oto pytania i odpowiedzi:
Ulubiona pozycja do czytania? Ewentualnie miejsce: Najlepiej lubię czytać pół leżąc, pół siedząc, na łóżku. Ważne, żeby była dobra muzyka i odpowiedni nastrój.
Przeczytałam w tym roku sporo książek. A i tak chciałabym więcej. Jednocześnie zastanawiam się nad tym, czy udało mi się przekonać kogoś do sięgnięcia po jakiś tytuł? Właściwie po to prowadzę te zapiski. Nie jestem wyrocznią, ani guru książkowym, ot czytam i przekazuję swoje wrażenia właśnie tu. Zwyczajnie w świecie nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nawet jeśli spróbuję, wychodzi z tego jakiś koszmar w stylu Stephena Kinga. O nie, jest jeden bardziej przerażający pisarz: Ray Bradbury, autor „451 stopni Fahrenheita”, który jeszcze bardziej straszy niż autor „Lśnienia” – przynajmniej mnie.
Zdarza mi się chodzić do kina. Nawet lubię taką formę rozrywki, ale wytrzymałabym bez filmów. W tym roku obejrzałam ich sporo. Fakt, większość była dla dzieci.Telewizji nie mamy od kilku lat. Dzieciaki czasami chodzą do dziadków i tam obejrzą jakąś bajkę. Ostatnio przyszły strasznie pobudzone. Córka stwierdziła: „Wiesz mama, że u babci oglądaliśmy REKLAMY!” A ja się cieszę, ponieważ w okresie przedświątecznym nie muszę słuchać – „O właśnie taką lalkę, chcę”. Co blok reklamowy inną. Oczywiście, dzieci w szkole i przedszkolu poznają doskonale wszystkie trendy, więc nie są pokrzywdzone. Konsumpcjonizm szerzy się nawet wśród ośmiolatków.
Lubię, kiedy zamiast rozmów o tym, co można by kupić, pogadamy sobie choćby o Moni Nilsson. To taka nasza znajoma, razem z Lottą Geffenblad… Bo właśnie tak dzieciaki traktują swoich ulubionych pisarzy – jak dobrych przyjaciół. Najfajniejsze, że sprawia im to niebywałą frajdę. Kiedy byliśmy latem w Sopocie, maluchy wolały spotkania z autorami – same nas tam ciągnęły. A z zabawy na plaży się wymigały, choć zwykle strasznie domagają się morskich kąpieli.
Kolejną formą kultury, która mi się marzy, jest teatr. Może uda mi się w 2014 roku? Z kinem jest łatwiej, nie ma kolejek i latem też są projekcje. Za to pojechaliśmy z dziećmi do teatru. Jako, że najbardziej lubimy książki, wybraliśmy sztukę opartą na znanej nam historii. Jednego nie przewidzieliśmy. Że syn się będzie buntował, gdyż w książce wydarzenie było przedstawione nieco inaczej. Wyłapał wszystkie różnice oraz domagał się trzeciej części przedstawienia – bo w książeczce było znacznie więcej wątków…
A zatem plany na cały nadchodzący rok: czytać, to co się lubi. I mieć szczęście do dobrych lektur. Tego życzę sobie i Wam.