Życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, życzę Wszystkim tu zaglądającym, spokoju ducha, ciepłej i rodzinnej atmosfery, zdrowia oraz radości. Chciałabym, by prezenty, które otrzymacie, trafiły w Wasze gusta czytelnicze. Byście znaleźli dużo czasu dla najbliższych, ale mogli również spokojnie poczytać. Oprócz tego życzę Wam zaczytanego 2014 roku…Aniołek

Prezenty spakowane, czekają w bezpiecznym miejscu. Książek dla najmłodszych nie zabraknie, więc wkrótce pojawią się na blogu wpisy na temat powieści dla dzieci. Mam nadzieję, że maluchom książeczki się spodobają. Do tej pory instynkt mnie nie zawiódł. Zobaczymy, czy i tym razem się uda…

PS Kartka świąteczna została wykonana przez córkę.

Bez prądu, książek i ogrzewania

Jest taka piosenka zespołu Kraftwerk, która doskonale podsumowuje dzisiejszy wieczór. Choć śpiewana jest po niemiecku i nosi tytuł „Mensch Machine”, słyszę tam słowa: „Zimno, zimno, zimno”. Dlaczego tak? Huragan Ksawery szleje u nas na Pomorzu. Brakuje prądu, a więc i ogrzewanie nie chce działać. Jakoś nasz piec tak ma, że potrzebuje elektryczności, by grzał. Nawet kot się nudzi. Choć ma dziewięć lat, przypomniał sobie, że można się bawić.

Dzieciaki cały wieczór marudziły, że nie mają co robić. Po kilku chwilach i konsole i empeczwórki poszły w kąt. A czytać w świetle świec się nie dało. Jak tu korzystać z darów mikłajowych?

I tak przyszło mi do głowy, że pół wieku temu w naszym pięknym kraju elektryczność jeszcze nie była taka oczywista.Wystarczy poczytać „Konopielkę”… Co robili ludzie? Czyżby rozmawiali? A może opowiadali sobie historie? Czasem wyssane z palca, niekiedy prawdziwe. Jak niesamowite musiały być w takiej scenerii. Kiedy mrugały tlące się knoty świec. Aura tajemniczości z pewnością wywoływała odpowiednie wrażenia na słuchających.

Jedno jest pewne. Brak prądu zbliża. Nagle znalazł się czas, by porozmawiać z dziećmi, czy bawić się we wszystkie możliwe gry. Nie trzeba było sprzątać, zmywać naczyń (jak nie ma prądu, to i wody). Tylko, że z czytaniem był problem. Tym razem trzeba było trochę wymyślać, ale na szczęście w odpowiednim momencie na chwilę wrócił prąd. Maluchy mogły obejrzeć wszystkie książki, które otrzymały od Mikołaja.

Teraz śpią. A mi się marzy Kindle Paperwhite… Bo w tej zabawce na ktorej piszę, niewiele zostało mi prądu. I co potem? Może wrócę do lamp naftowych… Tylko jak je kupić bez dostępu do internetu?

„Ucieczka znad rozlewiska” – przekorna Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Ucieczka znad rozlewiskaMarzycie o tym, by wyrwać się z miasta i zaszyć gdzieś głęboko w głuszy? W takim razie, to nie jest książka dla Was. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak w „Ucieczce znad rozlewiska” dowodzi, że brać nogi za pas można nawet z raju, byle tylko stać się sobą i złapać los we własne ręce. Przyznam, że sama mieszkam w środku niczego i lubię co jakiś czas wyjechać do dużego miasta…

Główna bohaterki książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak mieszka w Kazimierzu nad Wisłą (jak dla mnie to całkiem spora mieścina). Wiedzie tam spokojny żywot. Żadnych ekscytacji, błędów życiowych. Najpierw nauka w liceum, następnie studia, wreszcie praca. Franciszce Melzer brakuje jednak wzlotów, ale też nie ryzykuje bolesnych upadków. Robi wszystko pod dyktando matki, dyrektorki średniej szkoły. Ta apodyktyczna osoba podporządkowuje sobie nie tylko uczniów, również męża i córkę.

Jedyne miejsce, w którym Franka czuje się swobodnie, to kuchnia i zdrowe gotowanie. Właściwie Frania posiada już wszystko. Teraz pozostaje oczekiwanie na ślub z Kubą. Przygotowania idą pełną parą, trzeba przecież wybrać sukienkę, kwiaty, fryzurę. Kiedy nadejdzie wieczór panieński, siostra Frani zaprasza… Nie striptizera, ale chiromantę – czyli osobę, zajmującą się przepowiadaniem przyszłości na podstawie linii na dłoni.

Krótko przed ślubem Franciszka zastanawia się nad swoim przeznaczeniem. Kocha Kubę, jednak czuje się niespełniona. Coś ją dławi i nie pozwala rozkwitnąć. Czy chodzi o uczucie, czy o coś innego? Nie będę zdradzała zbyt wielu szczegółów…

Główna bohaterka „Ucieczki znad rozlewiska” pragnie udowodnić, że w każdej chwili można odmienić swój los. Frania, kiedy znajdzie się w wielkim mieście, odżyje za sprawą pracy. Z osoby niepewnej i niewierzącej we własne możliwości, stanie się swoim przeciwieństwem. Odnajdzie siebie, ale czy równie łatwo będzie z miłością?

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak napisała baśń dla kobiet, które chciałyby jakiejś odmiany w swoim życiu. Pokazuje na przykładzie głównej bohaterki, ale również postaci drugoplanowych, że warto w każdej chwili decydować o własnym losie, bo tylko wtedy możemy być szczęśliwi. Jej bohaterom wszystko się udaje, ponieważ są bardzo zdeterminowani. Kiedy uświadomią sobie, czego chcą, starają się dążyć do upragnionego celu. Autorka pragnie nam udowodnić, że poczujemy się dobrze w każdym miejscu, pod warunkiem, że będzie to przemyślana decyzja.

Oczywiście, powieść „Ucieczka znad rozlewiska”, należy do lekkiej prozy. Idealnie pasuje do serii „Babie lato”. Książkę czyta się z przyjemnością, bo autorka ma lekkie pióro i potrafi wciągnąć czytelnika w fabułę. Dzięki pierwszoosobowej narracji, można doskonale poznać bohaterkę i polubić ją. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak posłużyła się humorem oraz ironią, by książka bawiła i stanowiła odskocznię od szarej rzeczywistości. Można dostarczać rozrywki, a jednocześnie stawiać gdzieś między wierszami trudne pytania. Bo przecież chyba warto się zastanowić, czy podążamy ścieżką, którą sami wybraliśmy, czy taką, na którą wepchnięto nas siłą?

Dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia za książkę.

Czy Merlin chce konkurować z Amazonem?

Wczoraj zaskoczył mnie atak hackerów na sklep internetowy Merlin. A przy okazji usłyszałam też o planach tej księgarni, związanych z  próbą stworzenia własnego czytnika e-booków. Nie trzeba zachęcać do czytania książek elektronicznych tych, którzy mają Kindle. Amazon zrobił wiele, żeby stworzyć taki sprzęt, którego wyświetlacz do złudzenia przypomina kartkę papieru. Czy tak samo będzie z Merbookiem?

Kiedy kupiliśmy pierwszego Kindle, odniosłam wrażenie, że na ekranie przyklejono naklejkę. A tu nic z tych rzeczy. Można taki e-ink czytać w pełnym świetle, na plaży, bo zasada działania e-czytników jest zupełnie inna, niż w wyświetlaczach tabletów.

Ciekawa jestem, jak będzie wyglądał Merbook? Mimo to nie spodziewałabym się rewolucji, bo raczej trudno konkurować z Amazonem. Co ciekawe, w samym Merlinie można nabyć Kindle. Po co w takim razie szukać nowych rozwiązań, skoro stare są sprawdzone? Może zrobić coś, by e-booki miały niższą cenę? Wtedy i piractwo nie miałoby racji bytu, a i ludzie czytaliby więcej elektronicznych książek.

Nawet jeśli ktoś woli papierowe książki, szybko się przekona do lekkiego czytnika w podróży, na wakacjach, czy podczas sięgania po grube i ciężkie książki. Gdyby było to tańsze, fajnie byłoby mieć dwie wersje: e-booka i tradycyjny egzemplarz. Cenię też sobie w czytnikach to, że książkę mogę mieć natychmiast, w momencie jej wydania. Czy wszystkie te wymagania spełni Merbook? Czas pokaże… Choć ciekawa jestem już teraz.

Nagroda Literacka Nike 2013

MorfinaJuż dzisiaj wieczorem dowiemy się, kto zostanie laureatem Nike 2013. Czytelnicy wybrali Szczepana Twardocha i ja się też pod tym podpisuję. Uważam, że „Morfina” powinna wygrać. Taki jest mój typ. Ba, nawet o autograf finalisty się postarałam.

W tym roku udało mi się przeczytać sporo nominowanych książek. Wprawdzie wydawało mi się jeszcze, że do finałowej siódemki powinna się dostać „Szopka” Zośki Papużanki. Tu nie trafiłam. A jak będzie z Twardochem? Zostało parę godzin… Jako, że nie mam telewizji, czekam na relacje internetowe i komentarze blogerów.

A na jakiego konia Wy stawiacie?

PS To ja już wiem: Joanna Bator, Ciemno, prawie noc. Nie czytałam, a biblioteka w remoncie i co teraz?

Targi Książki w Katowicach

Ten weekend poświęciłam książkom, ale inaczej niż zwykle. Niemal nie czytałam, ale za to przebywałam w otoczeniu słowa pisanego, choć nie tylko. Sobotę i niedzielę spędziłam na Targach Książki w Katowicach.

spodek

Pierwszy dzień upłynął pod hasłem blogerów książkowych. Po raz pierwszy miałam możliwość spotkania z prężnie działającą grupą śląską. Najpierw jednak uczestniczyłam w warsztatach i dyskusjach. Byłam też na afterparty. Nie udało mi się może porozmawiać ze wszystkimi, ale wiem kogo obserwować 😉spotkanie blogerów

Niedziela upłynęła już spokojnie – na pogaduchach z pisarzami, śledzeniu stoisk i dalszych kontaktach z miłośnikami książek. Przywiozłam na własnych plecach spory stosik. Z czasem będą wpisy, jednak należy się uzbroić w cierpliwość…

Najważniejsze podczas targów było to, że mogłam spotkać rzeszę ludzi kochających książki. Moim przewodnikiem była Agnieszka, za co jej bardzo dziękuję. Okazało się, że nas czytających jest całkiem sporo. Wprawdzie wystawców mogłoby być trochę więcej. Jednak i tak nie zdążyłam porozmawiać z wszystkimi autorami – wiele spotkań się nakładało. Będę się stopniowo chwaliła autografami, które zdobyłam.