Jeśli miałabym wymienić trzy najlepsze książki na temat kobiecych doświadczeń, to wszystkie je poznałam za sprawą Wydawnictwa Czarne. Pierwszą z nich była „Trylogia kopenhaska” Tove Ditlevsen, kolejną „Lata” Annie Ernaux. Teraz poznałam „Chronologię wody” Lidii Yuknavitch. Książkę odważną i chyba najmocniejszą ze wszystkich trzech. Wyjątkowość tej prozy polega na jej bezkompromisowym wyrażaniu swojej cielesności, bez wstydu, odważnie aż do bólu, tak byśmy zagłębili się w emocje bohaterki.
Historia zaczyna się od mocnego akcentu. W zasadzie trudno o bardziej traumatyczne doświadczenie. Narratorka opowiada o swoim porodzie. Na świat przychodzi martwe dziecko. Oznacza to, że żałoba pojawia się w momencie, gdy normalnie zaczyna się radość. W języku funkcjonuje przecież zwrot: „radość narodzin”. Tutaj natomiast na opisanie uczuć i sytuacji osoby mówiącej nie ma odpowiedniego słowa. Pozostaje ból, przechodzący w otępienie, czy poczucie odrealnienia. Nic go nie ukoi.
Opowieści autobiograficzne bardzo często zaczynają się chronologicznie: od dzieciństwa głównego bohatera, czy bohaterki. Wcześniej można jeszcze zacząć od genealogii i pochodzenia piszącego. Tymczasem Yuknavitch wspomina o tym, co było dla niej najtrudniejsze i najbardziej tragiczne. Dopiero potem przechodzi do wspomnień z dzieciństwa. Opowiada o tym, co ją ukształtowało i wytyczyło jej kierunek w drodze do poznawania samej siebie. Ta droga okaże się niezwykle wyboista i naznaczona cierpieniem.
Poznajemy świat małej Lidii, w którym najważniejszą postacią jest ojciec. On staje się źródłem cierpień. Dominuje, podporządkowuje sobie żonę i córki. Zamiast dawać miłość, krzywdzi. Matka ucieka w alkohol i doprowadzona do rozpaczy podejmuje próbę samobójczą. W Lidii rodzi się poczucie gniewu. Uczucie stopniowo narasta, by w końcu dorowadzić młodą dziewczynę do punktu, w którym powiela zachowania rodziców. Nadużywa alkoholu, bierze narkotyki, rozładowuje napięcie brnąc w przypadkowe związki z kobietami i mężczyznami. Stopniowo zamyka za sobą wiele drzwi. Traci stypendium, zostaje wyrzucona ze studiów. Stacza się na dno rozpaczy.
Gdzie w takim razie szukać ratunku? Czy jest coś, co sprawi, że odbije się od dna? Tym, co ułatwia Lidii się odnaleźć, jest woda. Od samego początku była tym, co pozwalało jej na oderwanie od codziennych problemów. Lata treningów w basenie nadały jej ciału budowę pływaczki, ale przede wszystkim dawały ukojenie, porównywalne z utuleniem przez kogoś bliskiego. Tutaj woda nie jest tym, co unicestwia, a daje życie. Wszystko w tej wodzie się mieści. Cały ból, cierpienie, udręka, potem nawet śmierć. Symbolika jest tu ważna, ale nie należy jej w żaden sposób spłycać. Woda staje się żywiołem, potęgą, może zarówno ukoić, głaskać, a jednocześnie wciągnąć nas w swoje fale.
Jednak sama woda nie zdołałaby pomóc Lidii. Narratorka odkrywa w pewnym momencie silne bohaterki takie jak Joanna d’Arc. Z ich wsparciem szuka dla siebie miejsca. Odnajduje je w literaturze i pisaniu. Okazuje się, że tak samo świetnie przelewa słowa na papier jak pływa. Stopniowo odkrywa wartość sztuki oraz jej moc, w mroku pojawia się przebłysk jasności, akceptacja własnego ja, odnajdywanie miejsca dla siebie.
„Chronologię wody” zaliczymy do prozy autobiograficznej. Lidia Yuknavitch odnalazła ciekawy sposób na to, by opowiedzieć o swoim życiu i trudnych doświadczeniach. Jej relacja będzie bardzo intymna, surowa, obnażająca patriarchalny system oparty na przemocy fizycznej oraz psychicznej. Narratorka stopniowo uwalnia się od tego i choć nie czeka na akceptację innych, odkrywa dla siebie miejsce, w którym może czuć się sobą oraz opowiadać o tym doświadczeniu, a także zostać zrozumianą. Wydawać by się mogło, że na ten temat napisano już wszystko, a jednak proza Yuknavitch zaskakuje. Emocji podczas lektury nie zabraknie, ale nie o to tu chodzi, by nas wprowadzać w skrajne stany, tylko wyrazić coś, co stanowi doświadczenie niezwykle intymne. Nie znajdziemy ckliwej historii ze szczęśliwym zakończeniem, a czystą kobiecą egzystencję bez pudru. Po lekturze tej książki mam ochotę nauczyć się porządnie pływać.