Literatura katalońska kojarzyła mi się do tej pory z Jaume Cabré. Wszystko za sprawą tłumaczki, Anny Sawickiej, która przełożyła na język polski nie tylko „Wyznaję”, ale również wiele innych dzieł tego autora. Teraz, za sprawą tej samej tłumaczki, poznałam powieść innej cenionej katalońskiej pisarki. Mercè Rodoreda była już wprawdzie znana polskim czytelnikom, ale „Rozbite lustro” zostało przełożone po raz pierwszy.
Pisarka żyła w latach 1908–1983. Wydawnictwo Marginesy podało na swojej stronie, że książki Rodoredy były porównywane do twórczości Virginii Woolf. Dwa lata temu w Polsce ukazała się powieść „Diamentowy plac”, ale jeszcze nie miałam okazji jej poznać, ale po lekturze „Rozbitego lustra”, będę miała ochotę sięgnąć po inne książki Rodoredy.
Opowieść katalońskiej pisarki to saga rodzinna, dzięki której poznajemy kilka pokoleń jednego rodu Valldaura. Na pierwszym miejscu zauważymy kobiety. Teresa, zwykła dziewczyna, która choć sama jest córką ubogiego handlarza ryb, wychodzi za dyplomatę. Zakochany w niej mężczyzna nie jest już najmłodszy. Posiada jednak wysoki status społeczny. Jest bogatym człowiekiem, arystokratą. Para zamieszka w pięknej willi na przedmieściach Barcelony.
Wielki dom ze wspaniałym ogrodem staje się świadkiem wielu narodzin, śmierci, radości i smutków. W tym miejscu spotykać się będą różne charaktery, ale w tu także kilka pokoleń będzie miało swoją wyjątkową przestrzeń, która ich ukształtuje, dzięki której zapuszczą korzenie. Czy będą czuli się szczęśliwi? Wiele zależy od tego, jak potoczą się ich losy, ale spora część postaci z sentymentem będzie myślała o willi.
W rodzinie Valldaurów istotna też okaże się służba. Ludzie, bez których ten dom nigdy by nie nabrał wyjątkowego charakteru. W powieści bohaterowie przeżywają wiele namiętności, przechodzą różne próby, ale dotyczy to wszystkich. Zarówno tych bogatych, jak i zwykłą pomoc kuchenną. Pisarka jednak nie wszystko dopowiada, wielu rzeczy musimy domyślić się sami. Kiedy oglądamy losy danej postaci, widzimy również innych bohaterów, ale po jakimś czasie zmienia się postać centralna, a ta opisywana chwilę wcześniej pojawia się w tle.
Kiedy czytałam „Rozbite lustro”, zdawałam sobie sprawę, że tytuł z pewnością będzie miał znaczenie. Śledziłam szczegóły i szybko zauważyłam, że detale są tutaj ważne. Pojawiające się opisy rzeczy, pawie w ogrodzie, kwiaty mają tu symboliczne znaczenie. Widzimy motyw przemijania i upadku. Ród Valldaura nie jest wieczny, a my przeżywamy poczucie straty wraz z każdym odchodzącym bohaterem.
Mercè Rodoreda daje nam ciekawą opowieść, z bogatym tłem. Bohaterowie nie są oderwani od tego, co się akurat dzieje w Hiszpanii. Historia zaczyna się w XIX wieku, ale docieramy aż do czasów generała Franco. Losy bohaterów bywają burzliwe, a wpływ ma na nich sytuacja w kraju. Pisarka skupia się przede wszystkim na kobietach. Od nich wiele zależy w domu Valldaurów, ale one też zaznają wielu krzywd w związku z tym, że nie istnieje równość płci. Ich siła zależy od tego, jakie wywołują wrażenie na mężczyznach. Kiedy tego zabraknie liczy się wzajemne wsparcie, często niezależnie od grupy społecznej, do której należą bohaterki.
Powieść Rodoredy została wydana w1974 roku i cieszą się, że pół wieku później możemy ją poznać. Okazuje się, że książka nie zestarzała się ani trochę, gdyż rozważania nad sensem życia, nad śmiercią i tym co oddziela miłość od nienawiści wciąż są aktualne. Pisarka dała nam poetycką prozę, w której pojawiają się liczne symbole. Emocji również nie zabraknie, choć ukrywają się między słowami i zadaniem czytelnika będzie je odkryć.