Czy ktoś chciałby przejąć „Przejęcie”?

PrzejęcieŚwięta tuż, tuż – zbliżają się wielkimi krokami. Czy zdążyliście pomyśleć o sobie? Może macie ochotę w Boże Narodzenie porozwiązywać zagadkę kryminalną, razem ze świetnym komisarzem Jakubem Mortką i jego partnerką Suchą? O „Przejęciu” już pisałam, ale jeśli nabraliście ochoty na tę książkę, to możecie się zgłaszać tu. Dzięki wydawnictwu Czarne dysponuję nowym, nieczytanym egzemplarzem, którym chętnie się podzielę. Wystarczy zgłosić chęć posiadania książki pod tym wpisem w komentarzu. W niedzielę wieczorem ogłoszę, kto został szczęśliwym (mam nadzieję) posiadaczem tej książki…

Zapraszam, bo moim zdaniem – warto.

„Przejęcie” – Wojciech Chmielarz

PrzejęcieWojciech Chmielarz z zawodu jest dziennikarzem. Jako redaktor naczelny serwisu internetowego niwserwis.pl, może poszerzać swoją wiedzę na temat przedsiębiorczości zorganizowanej, terroryzmu, czy bezpieczeństwa narodowego. Być może właśnie w ten sposób pobudza swoją wyobraźnię, by inspirować się w tworzeniu kolejnych kryminałów.

Głównym bohaterem „Przejęcia”, najnowszej książki tego autora, jest komisarz Jakub Mortka. Czytelnicy mieli okazję dwukrotnie się spotkać z tą postacią: w „Podpalaczu” oraz „Farmie lalek”. Akcja powieści zaczyna się w Kolumbii. Tam przebywa grupa Polaków. Świetnie się bawią, w oczekiwaniu na rozpoczęcie nagrań do reklamy Coca-Coli. Za chwilę przyjdzie im drogo zapłacić za tę odrobinę luksusu. Ich zadanie będzie zupełnie inne, niż się spodziewali. Czy się przeciwstawią? Jeśli tak, to za jaką cenę? Czytaj dalej

„Havel. Zemsta bezsilnych” – Aleksander Kaczorowski

Havel. Zemsta bezsilnychChyba nikomu nie jest obce to nazwisko. Jednak choć wszyscy słyszeli o Václavie Havlu, sama jednak niewiele potrafiłam powiedzieć na temat poglądów tego polityka. Aleksander Kaczorowski w biografii „Havel. Zemsta bezsilnych” przybliża nam tę wybitną postać. Kim był, skąd pochodził, okazało się równie ważne, jak to kim się stał.

Pisząc o Václavie Havlu, Aleksander Kaczorowski postanowił cofnąć się o kilka pokoleń wstecz. Nie tylko w PRL-u ważne było  pochodzenie: robotnicze, chłopskie, a może inteligenckie? Václav Havlel nie wziął się znikąd. Sam nawet nazwał się „pańskim synkiem”, ponieważ dzieciństwo spędził, korzystając z licznych udogodnień. Kucharka, szofer, ogrodnik, pokojówka, guwernantka nie byli niczym niezwykłym w domu bogatego przedsiębiorcy. Ojciec Václava miał opinię jednego z najzamożniejszych ludzi w Pradze. Czytaj dalej

„Bukareszt. Kurz i krew” – Małgorzata Rejmer

Bukareszt. Kurz i krewO tytule „Bukareszt. Kurz i krew” Małgorzaty Rejmer przeczytałam mnóstwo pozytywnych recenzji. Byłam nawet na spotkaniu z pisarką i w tym momencie nie mogłam pominąć tej książki, ponieważ przekonała mnie do niej sama autorka. Jako, że zachęcająco działają na mnie też nagrody literackie, to i tak zwróciłabym uwagę na „Bukareszt” – w końcu tytuł znalazł się w finałowej siódemce nominowanej do Nike.

Małgorzata Rejmer zadebiutowała w 2009 roku powieścią „Toksymia”. Tym razem ta młoda autorka postanowiła wydać książkę będącą reportażem, ale takim, który łączy w sobie różne formy. Otrzymujemy np. dramat w pięciu aktach o dyktatorze Nicolae Ceaușescu, relację z podróży, elementy eseju, czy baśni. Czytaj dalej

„Odczytanie listy” – Anka Grupińska

Odczytanie listyAnka Grupińska zajmuje się tematem Zagłady. Pisze o getcie warszawskim, a przede wszystkim o ludziach, którzy się w nim znajdowali. W książce „Odczytanie listy” postanowiła spisać to, co zostało w pamięci świadków i źródłach historycznych o żydowskich żołnierzach walczących z nazistami w czasie powstania kwietniowego. Tworzy w ten sposób cmentarz zbudowany ze słów.

W zasadzie nie wiadomo nawet ilu członków liczyła sobie Żydowska Organizacja Bojowa. Inne są liczby podawane przez historyków, inną wskazują relacje świadków. Wielu faktów, zdarzeń nie sposób dziś już sprawdzić. Po tylu latach, kiedy wreszcie można tym tematem zajmować się swobodnie, przez chwilę pojawia się myśl, czy nie jest już za późno? Na szczęście autorka książki tak nie uważa. Postanowiła ową wiedzę i pamięć innych utrwalić oraz zapisać.

Zatem, co znajdziemy w książce? Otrzymujemy listę osób, które wzięły udział w powstaniu wraz z ich biogramami. Jak mówi sama Anka Grupińska we wstępie: „Zbieram strzępy, fragmenty najróżniejszych zapisków i z nich wyczytuję opowieści o przyjaźniach, o tęsknieniu do Erec Israel, o niedokończonych kochaniach, spisuję opowieści o umieraniu. Szukam szczegółu, przez który wyobrażam sobie tamten świat. Chcę zachować jak najwięcej.” (s. 15)

W 1943 roku Celina Lubetkin, Antek Cukierman i Marek Edelman spisali imiona żobowców zamordowanych w powstaniu w getcie warszawskim – 220 nazwisk. Lista trafiła jeszcze w tym samym roku do Londynu. W ten sposób powstała lista londyńska żołnierzy Żydowskiej Organizacji Bojowej, która została następnie na wiele lat zapomina. Kiedy Marek Edelman przypomniał sobie o niej, Anka Grupińska postanowiła ją skopiować i odczytać na nowo. Ustaliła też, że 31 powstańców przeżyło powstanie i wojnę. Pełna lista nigdy się nie pojawi, ale z tych strzępków pamięci udało się odtworzyć ważną opowieść.

Pierwsza wersja książki została wydana w 2002 roku, choć rok wcześniej Marek Edelman stwierdził, że jest na nią za późno. Teraz, po dwunastu latach, została uzupełniona i poprawiona. Autorka podaje imiona i nazwiska żobowców w kolejności alfabetycznej. Pisze o nich wszystko, co udało się ustalić na podstawie tekstów pisanych, bądź rozmów. Wydanie pierwsze autoryzował Marek Edelman. Kiedy pamięć zawodzi, podawane jest tylko imię żołnierza, kiedy indziej kilka wersji jego śmierci – w zależności od tego, jak zapamiętali ją świadkowie. Anka Grupińska rekonstruuje owe życiorysy tak, byśmy mieli świadomość, kim były owe osoby. Zaskakuje, jak wiele zostało zapamiętane. Choć pamięć jest tak ulotna, mimo wszystko co pozostało wiele nam mówi o tych ludziach.

Bezimienni stają się nagle osobami o określonych poglądach politycznych, marzeniach, miłościach. Ludźmi o złym, lub dobrym wyglądzie. Większość z nich miała niewiele ponad dwadzieścia lat. Obserwujemy ich bohaterskie czyny, ale też poświęcenie. Widzimy beznadziejne położenie powstańców, a przede wszystkim samotność. Historie, które poznamy są niezwykle wzruszające. Również styl, którym posługuje się Anka Grupińska jest nietypowy. Jako, że na opowieść składają się w dużej mierze relacje świadków, w biogramach wyczuwamy tych, którzy mówią. Autorka posługuje się językiem mówionym, dzięki któremu możemy stać się niemal świadkami tamtych wydarzeń.

Życiorysy żołnierzy odkrywają przed czytelnikiem sporo nieznanych faktów historycznych. Pokazują jacy byli byli żobowcy, a tego nie spotkamy w typowych kompendiach wiedzy. Do niektórych nazwisk udało się dołączyć zdjęcia. Dzięki temu dowiadujemy się jak wyglądali powstańcy. Nie pominięto też niewygodnych faktów. Wielu żołnierzy zginęło, ponieważ zostali wydani przez Polaków. O tym też trzeba pamiętać, choć pomagających Żydom również zostali wymienieni. Trudna historia wymaga szczególnej uwagi. Anka Grupińska poprzez „Odczytanie listy” składa żołnierzom powstania kwietniowego hołd – poprzez ocalenie ich od zapomnienia. A my mamy do czynienia z przejmującą opowieścią, która na długo pozostaje w pamięci.

Dziękuję Wydawnictwu Czarne za książkę.

„Mundra” – Sylwia Szwed

MundraCzarne wydało serię książek w serii „Bez Fikcji O…”. Mowa w nich o różnych aspektach rodzicielstwa. Sylwia Szwed przeprowadziła dziesięć wywiadów z położnymi, by poruszyć wiele aktualnych i kontrowersyjnych tematów dotyczących porodów, a następnie zaprezentowała w swej książce pt. „Mundra”.

Kim jest owa tytułowa „Mundra”? „Nazywano ją też babką, babiculą, mądrą babą, babuszką, akuszerką, a jej sztukę – babieniem” (s.5). Mundra, czyli mądra – położna, której często się nie zauważa, choć w historii mogła cieszyć się szacunkiem i sporą niezależnością. Kim są dzisiaj te kobiety, które pomagają w tym, by doszło do cudu narodzin? Sylwia Szwed stara się poprzez rozmowy z dziesięcioma przedstawicielkami tego zawodu, ukazać jego jasne i ciemne strony, ale też pokazać jak się zmienił w ostatnim półwieczu sposób patrzenia na poród.

Najstarsza mundra z którą rozmawiała autorka książki, ma dziewięćdziesiąt dwa lata i przyjmowała porody już w czasie II wojny światowej. Najmłodsza, zaledwie dwudziestosześcioletnia – pracowała w Tanzanii. Wszystkie położne opowiadają o swoich doświadczeniach, ale poznajemy ich poglądy na temat narodzin. Sylwia Szwed nie bała się pytać o niezbyt wygodne sprawy. Dlatego poznamy też ciemną stronę tego zawodu – bohaterki opowiedzą o porodach martwych dzieci, poronieniach, aborcji, czy przemocy wobec rodzących.

„Mundra” pokazuje jak ważną rolę pełni położna. Choć kobiety uwielbiają opowiadać o swoich porodach, często dramatyzują, czy wręcz straszą inne. Tu otrzymujemy rzetelne i fachowe informacje, które kiedyś przekazywane były przez matki i babki, ale teraz niekiedy brakuje owego zdroworozsądkowego podejścia do porodu. Położne nie straszą czytelniczek, a raczej wskazują drogi, którymi mogą podążyć rodzące.

Ważna jest warstwa historyczna. Dowiemy się jak wyglądały porody w PRL-u. Historie z tamtych czasów, czyli pokolenia współczesnych babć, mogą niektóre kobiety nastawić do porodu jak do choroby. W tamtych czasach matki miały rodzić na leżąco, a niemowlęta zaraz po narodzinach były odbierane kobietom. Nikt nie dbał o dobre samopoczucie matki i dziecka. Ani nie było na  to czasu, ani też odpowiedniego podejścia.

Z książki „Mundra” dowiemy się jak to się stało, że dzisiaj w narodzinach może uczestniczyć ojciec i dlaczego popiera się karmienie piersią, czy kontakt matki i dziecka zaraz po przyjściu na świat niemowlęcia. Położne pokazują, że kobiety powinny mieć wybór, jak chciałyby rodzić – oczywiście w granicach rozsądku. Nie popierają cesarskiego cięcia na życzenie i wskazują, że bardzo istotny jest naturalny poród. Taki, który nie odbiera matce i dziecku godności.

Dzięki wywiadom zobaczyłam, że poród po akcji „Rodzić po ludzku” jest zdecydowanie bardziej przyjazny, niż choćby w czasach PRL-u. Jednak kobiety nadal boją się rodzić. Książka „Mundra” oswaja nieco ten lęk. Pokazuje jak powinien wyglądać cud narodzin i co można jeszcze zrobić, by poprawić to, co oferują nam szpitale. Często spotykam się z opiniami młodych kobiet, które są zdziwione, że podczas porodu niemal nie miały kontaktu z lekarzem. Gdyby miały okazję przeczytać „Mundrą” dowiedziałyby się, że to coś dobrego, bo położna ma pomagać przyjść dziecku na świat, a nie lekarz. Dlatego po książkę powinny sięgnąć przede wszystkim te kobiety, które spodziewają się dziecka.

„Mundrą” przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.