„Księga stylu Coco Chanel” – Karen Karbo

Księga stylu Coco ChanelJeśli ktoś choć raz był w Paryżu, zaraz zwróci uwagę na paryski szyk. Wystarczy przejść się ulicą, aby natychmiast wyłowić wzrokiem paryżanki, które tak bardzo różnią się od turystów. W ubiegłym wieku Paryż był nie tylko miastem mody, ale i artystyczną stolicą świata. Dzisiaj traktujemy ubrania niemal jak dzieła sztuki, między innymi za sprawą takich artystek jak Coco Chanel, która oprócz pięknych ubrań dała kobietom wolność…

Książka Karen Karbo: „Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą” nieco mnie wywiodła w pole. Spodziewałam się typowego poradnika, na który nawet nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie to słynne nazwisko w tytule. A tu otrzymałam też biografię Coco Chanel, która według mnie jest bardzo ciekawą postacią, więc to właśnie jej wolałam się przyjrzeć a modzie przy okazji.

Amerykańska autorka Karen Karbo specjalizuje się w pisaniu biografii znanych postaci: np. Audrey Hepburn, Julii Child. Oprócz tego publikuje artykuły w znanych pismach: „Elle”, „Vogue”, „New York Times”. Mnie zaskoczyło w książce „Księga stylu Coco Chanel” niezwykle nowoczesne podejście do tematu.

Publikacja nie jest w zasadzie stricte biografią, czy poradnikiem – a ich połączeniem. Znajdziemy w niej przemyślenia autorki na temat stylu Coco Chanel, a przy okazji niejako poznajemy życie tytułowej bohaterki, jej drogę na sam szczyt. Przecież taka kariera dziecka wychowanego w sierocińcu przez siostry zakonne nie była realna. W tamtych czasach biedne dziewczyny chcąc osiągnąć sukces często kończyły zwyczajnie na ulicy. Na początku XX wieku niewiele było dróg, którymi mogła podążyć młoda kobieta. Najłatwiejszą było zamążpójście. Tylko, że żaden dobrze sytuowany mężczyzna nie pozwoliłby sobie na mezalians i nie poślubiłby dziewczyny źle urodzonej.

Coco Chanel, żeby przetrwać, musiała stać się silną osobą, wręcz hardą. Dzięki temu zdołała osiągnąć cel – stała się niezależną kobietą. Aby tego dokonać potrzebowała pomocy… mężczyzn. Karen Karbo wymienia nie tylko kochanków Chanel, ale pokazuje, co od każdego z nich otrzymała. Jej największą miłością był Boy Capel. On dał jej pożyczkę, dzięki której mogła otworzyć Chanel Modes, gdzie sprzedawała zaprojektowane przez siebie spódnice i kardigany. Jako, że wybuchła I wojna światowa ten pierwszy dom mody był w Deauville, ale to właśnie tam uciekły wszystkie (bogate) paryżanki.

Tak zaczęła się kariera Coco Chanel. Ona właśnie wyzwoliła kobiety z wielkich i niewygodnych kapeluszy, dając im w zamian słomkowe, czy w marynarskim stylu. Pozwoliła kobietom oddychać pełną piersią odrzucając gorsety, wreszcie mogły czuć się swobodnie. Coco postawiła na wygodę, a to była rewolucja. Dzięki niej mamy „małą czarną”, ubrania z dżerseju, kardigany, stroje sportowe, czy słynne żakiety. Do tego dochodzą perfumy. Któż nie słyszał o Chanel No. 5?

Karen Karbo opowiada o tym jak być elegancką opierając się przede wszystkim na biografii Coco. Tyle, że tytułowa bohaterka uwielbiała konfabulować. Po latach powstała pewna legenda, z której trudno oddzielić prawdę od kłamstwa. Autorka szuka dla współczesnych kobiet złotego środka w drodze do określenia własnego, indywidualnego stylu. Nie każe nam wybierać najdroższych ubrań, z najnowszych kolekcji. Pozwala nam być taką jak Chanel – niezależną i wolną

Książka „Księga stylu Coco Chanel” może być też historią o kobiecie, która całe życie szukała wolności. Nigdy nie wyszła za mąż, bo – jak powiedziała: „Małżeństwa zawiera się dla bezpieczeństwa i prestiżu. Mnie to nie interesuje”. Dzięki takim kobietom jak one, możemy wybierać, kim chcemy być oraz jak chcemy się ubierać.

Autorka starała się w książce połączyć biografię z poradnikiem. Jako miłośniczce historii bardziej interesowało mnie samo życie Chanel, więc na początku byłam nieco zdezorientowana. Styl Karen Karbo z pewnością przemówi do młodych kobiet, które chcą podczas czytania się dobrze bawić, gdyż autorka stara się pisać w sposób ironiczny i dowcipny. Ma dystans zarówno do głównej bohaterki oraz do samej siebie. Dlatego, choć książka jest pozornie lekka, pokazuje, jak wiele pracy trzeba włożyć, by osiągnąć wymarzony cel. Odrobina szczęścia też się przyda…

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Literackiemu.

„Sońka” – Ignacy Karpowicz

SońkaTwórczość Ignacego Karpowicza nie jest mi obca. Bardzo wysoko cenię jego „Balladyny i romanse”, „Cud”, czy do „ości”. Teraz jednak muszę stwierdzić, że „Sońka” jest książką zupełnie inną, niż tytuły wymienione przeze mnie powyżej. Już sama szata graficzna sugeruje, że mamy do czynienia z czymś nowym. Jednak, czy takie ryzykowne zerwanie z czymś, co ugruntowało pozycję tego pisarza to dobry zabieg? Moim zdaniem tak, gdyż Karpowicz doskonale sobie poradził z tą historią.

Tytułowa bohaterka jest staruszką mieszkającą na Podlasiu. Pewnego dnia los zetknie ją przypadkowo z Igorem, znanym reżyserem, któremu psuje się samochód. Na tym odludziu nie może nawet wezwać pomocy, jego telefon nie ma zasięgu, będzie miał więc sporo czasu, by posłuchać historii starej kobiety. Sońka zaprasza mężczyznę do siebie, czuje, że to osoba przed którą może się wyspowiadać u kresu życia. Z usłyszanej historii Igor Grycowski stworzy sztukę teatralną. Jednak w domu kobiety z miejskiego reżysera staje się na powrót Ignacym, człowiekiem pochodzącym z Podlasia. Dopada go prowincjonalna tożsamość i przez chwilę odnajdzie w niej coś wartościowego.

Historia Sońki zaczęła się jak baśń, od słów: „Dawno, dawno temu…”. Przemawiają w niej zwierzęta, pies i kot, ale nie ma w niej ani magicznej różdżki, ani szczęśliwego zakończenia. Główna bohaterka została osierocona przez matkę, ojciec winił córkę za śmierć żony. Sprawił, że życie Sońki od początku było piekłem na ziemi. Nauczył ją nienawidzić tak bardzo, że nie będzie potrafiła mu wybaczyć, nawet kiedy ojciec spróbuje uratować jej życie. Wtedy Sonia będzie okrutna i bezwzględna w swej nienawiści.

Równie mocna będzie miłość, której doświadczy tytułowa bohaterka. W 1941 roku zakocha się w Joachimie. Uczucie nie ma racji bytu, gdyż wybranek jest najeźdźcą, esesmanem. Mimo wszystkich różnic, nawet braku porozumienia za pomocą słów, Sonia i niemiecki oficer zakochują się w sobie. Dziewczyna otrzymuje prezent od pięknego Joachima – szczeniaka, który potem kilka razy ocali Sońce życie.

Głowna bohaterka o swoim uczuciu opowiada Igorowi w sposób bardzo liryczny, ale też po swojemu, czyli używając języka białoruskiego. Jej miłość do Niemca jest jak pochodnia w mroku. Wokoło giną ludzie, Joachim może być jednym z dokonujących masowych egzekucji, ale nawet z taką świadomością Sońka nie potrafi wyrzec się tego uczucia. Niesamowita jest scena w której Niemiec mówi do Soni o zagładzie Żydów, a ona wyobraża sobie, że ukochany się jej oświadcza i roztacza wizję przyszłego życia. Każde z nich wypowiada się w swoim języku, a całość na polski oraz język teatru przekłada Igor.

Kresy, opisywane przez Ignacego Karpowicza nie są sielską krainą. Tak jak w „Malowanym ptaku” Kosińskiego nie można być innym. Należy dostosować się do społeczności i niczym się od niej nie różnić. Oprócz tego dochodzi doświadczenie wojny. Wszędzie czai się śmierć, a Sonia odważyła się na miłość. Co będzie musiała za karę złożyć w ofierze ?

Książka Ignacego Karpowicza jest bardzo oszczędna w słowach. Nie ma tu żadnych ozdób, a każde zdanie jest bardzo istotne. Ta lakoniczność nie zmienia jednak faktu, że powieść porusza czytelnika do głębi. Poznajemy tę historię przez pryzmat Ignacego, który przekłada ją na język teatru, zaznaczając jednocześnie, że sztuka musi zawierać w sobie sporą dawkę kiczu, by była zrozumiałą dla współczesnych odbiorców. Widzimy zabiegi reżysera, który twierdzi, że „autentyczność to jednak potworna klisza” (s.108). Nie jesteśmy pewni na ile ta historia została przeredagowana przez Igora, na ile jest prawdziwa. Mimo tego cudzysłowu, świadomości, że historia Soni została wykorzystana przez reżysera, wciąż jesteśmy w stanie w nią uwierzyć – interpretacja zależy wyłącznie od nas.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

„Billie” – Anna Gavalda

BillieAnna Gavalda jest popularną francuską pisarką i dziennikarką. Jej debiutancka książka z 1999 roku w ciągu dziewięciu miesięcy sprzedała się w liczbie miliona egzemplarzy. Z kolei powieść „Po prostu razem” została zekranizowana, a jedną z ról zagrała Audrey Tautou. „Billie” to książka długo wyczekiwana przez rzesze fanów autorki, gdyż pojawiła się dopiero po pięciu latach od wydania „Pocieszenia”.

Bohaterowie książki – Billie i Franck – są outsiderami. Postać tytułowa opowiada o swoim życiu, gdyż nagle znalazła się w sytuacji zagrożenia. Patrzy wstecz, by przyjrzeć się temu kim była i co ją kształtowało. Billie urodziła się we Francji, gdzieś w małym miasteczku. Nazywa to miejsce „czwartym światem”, gdyż nikt właściwie nie ma szans, by stać się kimś innym, wyrwać się z zamkniętego kręgu cierpienia i biedy.

Już jako niemowlę została porzucona przez matkę, a potem traktowana przez partnerkę ojca jak piąte koło u wozu. Życie w świecie rodem z „Nędzników” sprawiło, że musiała wciąż się bronić i szybko stać dorosłą. Nagle jednak mrok, którego nieustannie doświadczała, zaczął oświetlać Franck. Przez przypadek zbliżają się do siebie w gimnazjum, gdyż mają zagrać rolę w duecie. Przygotowują dialog z Alfreda de Musseta „Nie igraj z miłością”. Wspólne próby powodują, że stają się prawdziwymi przyjaciółmi.

Choć różni ich wszystko, łączy ich to, że oboje mają w życiu pod górkę. Franck również nie ma łatwej egzystencji, ze względu na orientację płciową. Oboje są odrzucani przez społeczność, a to powoduje, że rodzi się między nimi nietypowa więź, bo choć ich drogi się rozejdą, będą mieli siebie na oku i kiedy zajdzie taka potrzeba będą się wspierali.

Powieść Anny Gavaldy jest w przeważającej mierze potokiem myśli tytułowej bohaterki. Dzięki temu monologowi wrzuceni zostajemy w świat biedy i przemocy, w którym przyszło żyć młodej dziewczynie. Jak trudno się z niego wyrwać, zobaczyć można właśnie za sprawą tej książki. Billie obiecuje sobie i Franckowi podczas wycieczki szkolnej do Paryża, że kiedyś tu wrócą i osiądą na stałe. Uciekną z owego „czwartego świata”. Jednak trudno im będzie się wyrwać z ograniczeń własnego umysłu. Gavalda pokazuje, że bardzo często powielamy drogę swoich rodziców, chociaż całe życie sobie obiecujemy, że będzie inaczej.

Kiedy Franck wyjeżdża do miasta, by się uczyć, Billie zostaje sama. Niczego nie potrafi, dlatego zarabia ciałem. Jednak w tej dziewczynie w wyzywającym stroju, pokrytej grubą warstwą makijażu, czai się wrażliwa osoba. Taka, która walczy z całym światem, wciąż czekająca na ataki z zewnątrz. By poczuć się przez chwilę szczęśliwą potrzebuje Francka. Kocha go czystą miłością oraz potrafi stanąć w jego obronie, kiedy i chłopaka dopadną ci, którzy nie lubią inności.

Książka francuskiej pisarki pokazuje świat współczesnych dwudziestolatków. Bieda, nietolerancja, uzależnienia łatwo przypisywać krajom trzeciego świata, ale Anna Gavalda pokazuje, że taki problem może istnieć wszędzie, również na zachodzie Europy. „Billie” jest historią młodych ludzi, którzy czują się inni od pozostałych. Nie chcą podporządkować się masie, więc zostają wyrzuceni z grupy. Bycie outsiderami ich łączy, ale czy będą potrafili zrobić to co sugeruje tytuł sztuki Musseta – „Nie igra się z miłością”?

Olbrzymim atutem powieści jest tytułowa postać. Billie może drażnić swym zachowaniem, ciętym językiem, ale jednocześnie doskonale ją rozumiemy. Widzimy też świat z punktu widzenia młodych ludzi, którzy dopiera wkraczają w dorosłe życie, ale już widzą, że nie bardzo pasują do tego, by stać się jednym z bezmyślnych trybików maszyny zwanej społeczeństwem. Czy dzisiaj ludzie potrafią poświęcić się dla kogoś? Anna Gavalda pokazuje, że można się wyrwać z dna, jeśli znajdzie się bratnią duszę.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za książkę.

„Księżyce Jowisza” – Alice Munro

Księżyce JowiszaNa tę książkę czekałam już od dawna, bo właśnie za sprawą prozy Alice Munro otrzymuję olbrzymią dawkę literatury z najwyższej półki. Noblistka zapewnia czytelnikom mnóstwo przyjemności, choć jej proza wydaje się pozornie niezwykle prosta. Dzisiaj premierę ma zbiór opowiadań „Księżyce Jowisza”, więc mogę przyjrzeć się dokładniej temu, co przekazuje nam autorka nazywana kanadyjskim Czechowem.

Alice Munro zaczęła pisać te teksty w 1977, a skończyła w 1981 roku. Rok później zostały one zebrane i wydane jako całość. Dzisiaj jedenaście opowiadań poznać mogą polscy czytelnicy, dzięki Wydawnictwu Literackiemu i przekładowi Agnieszki Pokojskiej.

Co spaja te wszystkie teksty? Przede wszystkim ich bohaterkami są kobiety. Oprócz tego tematem głównym może być codzienność. Ale czy można pięknie pisać o zwyczajności? Alice Munro potrafi z tego co nas spotyka na co dzień, stworzyć świetną historię. Jak wygląda życie? Dla jednych może być ono pełne emocji, u innych przebiegać może ono nieśpiesznie. Autorka opowiada o różnych relacjach międzyludzkich. NIekiedy poznajemy w jednym opowiadaniu niemal całą historię życia bohaterów, innym razem zaledwie malutki wycinek.

W bardzo ciekawym wstępie noblistka postanowiła parę spraw wyjaśnić na temat swej twórczości. Między innymi pokazuje nam warsztat pisarski i opisuje jak powstawały opowiadania: „Punktem wyjścia jednych (…) było doświadczenie osobiste, innych (…) w znacznie większym stopniu obserwacja” (s. 8). Niekiedy odbiorcy skupiają się na wątkach autobiograficznych prozy Munro. Sama autorka zabrała również głos w tej sprawie: „Niektóre opowiadania w tym zbiorze mają więcej wspólnego z moim życiem niż inne, ale żadne aż tak wiele, jak się powszechnie sądzi” (s.7).

Jako, że noblistka często pisze w pierwszej osobie, niekiedy można odnieść błędne wrażenie, że sama jest bohaterką tych opowiadań. Oprócz tego świat rzeczywisty osadzony został w miejscach doskonale znanych pisarce. Wspominając o przeszłości postaci, również czujemy, że Alice Munro opowiada o czymś, co było jej bliskie. Sama nawet wspomniała, że między innymi tytułowe opowiadanie zostało oparte na rzeczywistych wydarzeniach – związanych ze śmiercią jej ojca. Doświadczenie osobiste, pisze Munro we wstępie, to jednak tylko pretekst do wykreowania czegoś nowego, co ma więcej wspólnego z fikcją niż faktem.

Dlaczego proza Alice Munro jest taką ucztą literacką? Myślę, że cały jej urok polega na prostocie. Za pomocą kilku słów autorka tworzy całe światy. Sprawia, że choć opowiadanie ma zaledwie kilkadziesiąt stron, czujemy, że doskonale znamy bohaterów. Stają się nam bliscy jeszcze z jednego powodu. Pisarka ma dar zatrzymywania codzienności. Wybiera jakiś moment z życia bohaterek, by dokonać zbliżenia na to, co akurat istotne. Pozornie nic się nie dzieje, tak wygląda sytuacja z zewnątrz. Jednak postacie w środku aż kipią od emocji, choć nie zawsze potrafią je odkryć przed drugim człowiekiem.

Mistrzyni szczegółu – tak można najkrócej określić prozę Alice Munro. Gdyby przyjrzeć się opisywanym bohaterkom jedynie z zewnątrz, można by sądzić, że niczym się od siebie nie różnią. Tyle, że pisarka dokonuje fotograficznego zbliżenia, byśmy jak na fotografii mogli poznawać kolejne detale. Odkryjemy ich wiele, pod warunkiem, że zadamy sobie pewien trud. Choć pozornie proza noblistki wydaje się prosta, to jest ona bardzo bogata. Wystarczy przeczytać jedno wybrane opowiadanie dwa razy, by dostrzec, że za każdym razem odkrywamy coś innego. Dzięki opowiadaniom Munro widzimy wartość każdego życia. Pisarka dostrzega jego różnorodność, ale nie ocenia wyborów bohaterów. Dla niej najważniejsze jest dostrzeżenie owych doświadczeń i zaprezentowanie ich nam – w niezwykły sposób.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za „Księżyce Jowisza”

„Ciemna strona. Szwedzcy mistrzowie kryminału. Zbrodnia, tajemnica, suspens”, wybrał John-Henri Holmberg

Ciemna stronaJohn-Henri Holmberg wpadł na świetny pomysł, by zebrać i opracować antologię mistrzów kryminału. A wiadomo, że nie gdzie indziej tylko właśnie w Szwecji ten gatunek literacki ma się najlepiej. Dlatego „Ciemna strona…” dla jednych może być próbką tego z czego słyną szwedzcy pisarze, dla innych będzie to wisienka na torcie, by po raz pierwszy sięgnąć po nieznane dotąd w Polsce opowiadania mistrzów tego gatunku i zapewnić sobie kilka godzin rozrywki.

Wystarczy podać kilka danych, by wiedzieć z czym mamy do czynienia – 17 opowiadań, napisanych przez 20 autorów, a przetłumaczonych przez cztery osoby. Całość zebrał znawca literatury szwedzkiej: John-Henri Holmberg. Aż trudno uwierzyć, że ten kraj, który liczy sobie mniej niż dziesięć milionów mieszkańców, mógł wydać aż tylu świetnych twórców kryminałów.

Nie sposób oczywiście opisać choćby pobieżnie fabuły tych krótkich form prozatorskich. W antologii otrzymamy szerokie spektrum tematów. Łączy je jedno – ich autorami są szwedzcy pisarze. Niekiedy nawet nie do końca nazwałabym te opowiadania kryminałami. Niektóre mają bowiem w sobie sporo z thrillera, a opowieść Stiega Larssona zaliczyć można do gatunku science-fiction. Holmberg wybrał opowiadania, w których nie zabraknie, jak podano w tytule: „zbrodni, tajemnicy, suspensu”.

Dla kogoś kto zaczytuje się w szwedzkich mistrzach kryminału, największą przyjemnością może być poszukiwanie znanych mu motywów z poznanych wcześniej tekstów. Opowiadanie ?sy Larsson musiało przecież być osadzone w Kirunie, ale przeniosło nas do czasów sprzed wieku, dając nam szwedzki odpowiednik Dzikiego Zachodu. Poznałam też wcześniej Johana Theorina, który najczęściej wybiera Olandię jako miejsce akcji swoich powieści. Nie inaczej jest w opowiadaniu „Zemsta dziewicy”.

Jak widać autor antologii starał się oddać klimat szwedzkich kryminałów, jak i zaprezentować czytelnikom coś nowego. Najbardziej zaskakuje historia napisana przez Stiega Larssona, ze względu na formę. Inne opowiadania, choć różnią się stylem i tematyką, pokazują za co cenieni są szwedzcy pisarze. Muszę się też posłużyć słowem – moda, które dla literatury nie jest może zbyt fortunne. Jednak, gdyby nie sukces „Millennium” Larssona, pisarze z tego kraju nie byliby tak często wydawani na świecie. Dzięki popularności tego twórcy, szwedzkie powieści kryminalne, zaczęły  docierać do szerszej rzeszy odbiorców. Przecież Stieg Larsson nie był ani pierwszy, ani jedyny, za to jego książki nie skupiały się jedynie na wątkach kryminalnych, a pokazywały szerszy obraz społeczeństwa oraz jego problemy.

W antologii uwzględniono wiele tematów od tradycyjnych, takich jak policyjne śledztwa, po historie zaangażowane społecznie, czy dostarczające zwykłej, aczkolwiek wielce potrzebnej rozrywki. Akcja opowiadań rozgrywa się w teraźniejszości, ale też przeszłości i przyszłości.

John-Henri Holmberg nie zostawia czytelnika bez wskazówek. W posłowiu wyjaśnia skąd się wziął sukces szwedzkich kryminałów, kreśli noty biograficzne autorów opowiadań. Daje też odbiorcom pewne wskazówki, wyjaśniając na czym polega istota wybranego przezeń tekstu. Całość z pewnością pozwoli czytelnikowi znaleźć coś dla siebie. „Ciemna strona” może być drogowskazem dla późniejszych lektur. Oczywiście nie uwzględniono wszystkich mistrzów tego gatunku. Nie trzeba się obawiać powtórzeń, bo autor wyboru postarał się o to, by teksty były zróżnicowane, ale na wysokim poziomie. Warto przyjrzeć się tej książce, żeby zobaczyć nie tylko kryminalną Szwecję, ale też jak za pomocą prozy pisarze angażują się w dyskusję o współczesnych problemach społecznych dręczących ten kraj.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

„Wszechświat kontra Alex Woods” – Gavin Extence

Wszechświat kontra Alex WoodsKsiążka Gavina Extence’a pt. „Wszechświat kontra Alex Woods” jest debiutem literackim tego autora. Jak to się stało, że ta powieść robi taką karierę na świecie? Jeśli uwielbiacie prozę Johna Irvinga, w tym momencie możecie być pewni, że ten tytuł Wam się spodoba.Tyle, że Extence jest oryginalny, nie ma zamiaru kopiować mistrza.

Autor skonstruował swoją powieść tak, że najpierw poznajemy jej zakończenie. Główny bohater zostaje zatrzymany przez celników, czego zresztą się spodziewa, bo wie, że jest poszukiwany. Po zatrzymaniu zaczyna snuć retrospektywną opowieść o swoim niebanalnym życiu. Siedemnastoletni Alex zdążył zyskać sławę jako dziesięciolatek. Wtedy, został uderzony w głowę przez meteoryt – dopadł go wszechświat. Przez dwa tygodnie media napisały na jego temat wszystko, a nawet jeszcze więcej, bo nie wiadomo było, czy chłopiec przeżyje.

Po przebudzeniu przed chłopcem była długa droga w dochodzenia do zdrowia. Jakby kłopotów było mało, Alex musiał zmagać się nie tylko ze zdrowiem. Główny bohater różnił się od rówieśników, był zupełnie inny niż wszyscy. A dla nastolatków nie ma nic gorszego, niż wychylanie się ze swoją innością. Niezwykła inteligencja, introwertyzm, miłość do słowa pisanego, życie bez ojca, za to z niezwykłą matką, stanowiło mieszankę wybuchową, która wręcz przyciągała kłopoty.

Przez konflikty z kolegami, zostanie niesłusznie oskarżony o wandalizm. Matka zmusi go do odpracowania winy. W ten sposób chłopiec pozna niepełnosprawnego pana Pettersona. Chłopca i starca połączy nietypowa więź, staną się prawdziwymi przyjaciółmi. A takowych Alex jak do tej pory zbyt wielu nie miał. Relacja stanie się dla dorastającego bohatera czymś bardzo ważnym, bo opartym na relacji równy z równym. Co ciekawe, połączą ich książki – autorstwa Kurta Vonneguta.

Literatura pozwala bohaterom na poznawanie rzeczywistości, ale też i na oderwanie się od niej. Alex Wood wszystko, co robi, stara się wykonywać doskonale. Poznaje gwiazdy, po tym jak trafił go meteoryt, zastanawia się nad neurologią, gdy stanie się epileptykiem, zorganizuje klub dyskusyjny, kiedy pozna twórczość ulubionego pisarza. Kiedy więc młodemu człowiekowi przyjdzie zmierzyć się z nowym problemem, postara się go rozwiązać najlepiej jak potrafi.

Przyjaźń z weteranem z czasów wojny wojny wietnamskiej, pacyfistą, to znajomość dwóch outsaiderów. Ich niezwykła relacja pozwala im się stawać lepszymi ludźmi. Kiedy pan Peterson zachoruje na nieuleczalną chorobę, Alex stanie przed ważnym pytaniem. Czy pozwolić swojemu przyjacielowi na kontrolowane samobójstwo?

Książka Gavina Extence’a dotyka w tym momencie ważnego problemu, jakim jest eutanazja. Siedemnastolatek będzie musiał się z tym zmierzyć i przemyśleć konsekwencje swoich przyszłych czynów. Zatem historia o samotności i inności, zaczyna się przekształcać w coś innego. Choć wcześniej powieść wydawała się lekka i zabawna, teraz podejmuje bardzo trudny temat, jakim jest eutanazja. Budzi to ogromne emocje, ale przede wszystkim zmusza do przemyślenia tego problemu.

Zaskakująca jest w powieści olbrzymia ilość nawiązań literackich. Najpierw te wspominane wprost – Vonnegut, potem Heller z jego „Paragrafem 22”. Dzięki temu Extence wyznacza nam ścieżkę, po której możemy kroczyć. Potem te mniej widoczne inspiracje – powieściami Irvinga, czy „Kandydem” Woltera. Sam główny bohater to Harry Potter na opak – ze znamieniem, ale różnica polega na racjonalizmie Alexa i twardym stąpaniu po ziemi.

Autor pokazuje, że warto zawierzyć rozumowi. Choć posługuje się ironią i dużym poczuciem humoru, mówi o ważnych problemach społecznych. Nie jest to banalna powieść, ale czyta się ją lekko. Gavin Extence postarał się, by zyskać popularność u wszystkich – zarówno u czytelników, jak i krytyków. Mnie przekonała świetnie skonstruowana fabuła, ciekawe nawiązania literackie oraz tematy, które porusza ta powieść.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.