„Premie górskie najwyższej kategorii” – Jakub Kornhauser

Premie górskie najwyższej kategorii, Jakub KornhauserWyobrażałam sobie, że latem wreszcie nadrobię wszystkie wymarzone trasy rowerowe. Tymczasem rzeczywistość potrafi zaskoczyć i to wcale nie z powodu koronawirusa, a raczej zmiennej pogody, która nie zawsze zachęca do tego, by wsiąść na siodełko rowerowe. Pozostaje zatem lektura w oczekiwaniu, aż przestanie padać deszcz. Mam swoje ulubione książki o tematyce rowerowej. Pisałam wcześniej o niedawno wydanym tytule: „Kociewie. Nieprzewodnik rowerowy” Anny i Sławomira Sakowiczów. Do najwybitniejszych dzieł literatury polskiej, w których jazda na rowerze staje się istotnym motywem zaliczyć można „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego, który opisuje powrót do Paryża czasu wojny, a potem samo miasto z perspektywy siodełka rowerowego. Teraz sięgnęłam po najnowszą książkę Jakuba Kornhausera „Premie górskie najwyższej kategorii”. Niewielką objętościowo opowieść o podróżach rowerowych po Krakowie.

Jako że do stolicy Małopolskiej nie wybieram się zbyt często, znam jedynie miejsca masowo odwiedzane przez turystów i te istotne dla naszej historii. Jakub Kornhauser jako osoba pochodząca z Krakowa, wie o tym mieście znacznie więcej niż przeciętny krakus, bo zagląda wszędzie tam, gdzie zwyczajny człowiek nigdy nie trafi. Zarówno do miejsc na pograniczu, ale i tam, gdzie miasto rozrasta się. Autor nie ma zamiaru trzymać się granic wytyczonych przez mapy.

Oczywiście wszystkie swoje podróże Jakub Kornhauser odbywa na rowerze. Jeździ kolarzówką i nie są mu obce kulisy tego sportu. Ma swoich ulubieńców i czasami marzy mu się by choć przez chwilę być jak Fausto Coppi. W warunkach krakowskich wydaje się to niemożliwe ze względu na brak odpowiednich warunków. Mimo to w czasie jazdy rowerowej autor chwilami poczuć się jak żywa legenda.

Jakub Kornhauser zabiera nas w określoną przestrzeń. Wymienia kolejne ulice, podziwia widoki. Skupia się nie tylko na przestrzeni miejskiej, ale również dostrzega elementy świata przyrody. Słyszy śpiew ptaków, rozpoznaje ich gatunki, podziwia naturę, nawet gdy bywa ona kapryśna i mało przyjemna. Zimne dni, wiatr, mżawka nie są straszne kolarzowi z duszą poety.

Podróżować można w przestrzeni oraz w czasie. Autor przemierzając kolejne miejsca odbywa sentymentalny wojaż w przeszłość. Porównuje miejsca, w których spędzał beztroskie dzieciństwo, z tym jak wygląda ono obecnie. Zauważamy upływ czasu i  zmiany w przestrzeni. Choć Jakub Kornhauser należy dopiero do pokolenia trzydziestokilkulatków już nad tą kwestią się pochyla, ale przecież nie brakuje mu młodzieńczej radości. Owa ostatnia wynika właśnie z pokonywania przestrzeni miejskiej na rowerze.

Nie od dzisiaj miłośnicy aktywności fizycznej podkreślają jak wiele daje im sport. Nie chodzi o kondycję, bo to coś oczywistego. Znacznie ważniejsze okazuje się utrzymywanie równowagi psychicznej podczas treningu. Jakub Kornhauser z kolei w czasie wypraw rowerowych po Krakowie uwalnia swoje myśli. Przelewa je potem na papier w sposób swobodny z poetyckim, ale również precyzyjnym zacięciem. Podkreśla zmiany jakie zaszły w przestrzeni, odkrywa tajemnice mało znanych miejsc, wyjaśnia pochodzenie nazw. Nawet gdy musi nieco bardziej skupić się na drodze przecinając ruchliwe ulice, czy wspinając się na kolejne wzgórza, to wciąż pamięta o literaturze i przypomina sobie twórców, którzy w danym zakątku Krakowa akurat mieli swoją przestrzeń.

Jazda na kolarzówce wymusza na piszącym tempo. Język oddaje ten rytm, któremu myśli rowerzysty muszą się poddać, by pokonać określony odcinek drogi. Szybka jazda, albo wspinanie się pod górkę nie pozwala na to samo podziwianie przestrzeni, co spokojne przemierzanie terenu. Jednak Kornhauser zdecydowanie częściej ulega urokowi przestrzeni, niż poddaje się katordze kręcenia kolejnych premii górskich. Woli podziwiać i oddawać potem na kartach papieru swoje przemyślenia tworząc ni to eseje, ni to gawędy (a może jedno i drugie jednocześnie). W ten sposób powstaje zupełnie inny obraz Krakowa, taki który zachęca do wyobrażenia sobie miasta posiadającego duszę.

  1. O proszę, aktualnie mieszkam w Krakowie, na rowerze lubię pojeździć, chętnie zapuszczam się w miejsca nieoczywiste, więc ta książka wydaje się bardzo akuratna. Tym bardziej, że czytałem już jedną powieść Juliusza Kornhausera, a więc ojca p. Jakuba.

    • Zazdroszczę możliwości sprawdzenia tras, bo Jakub Kornhauser zabiera czytelnika w mało znane zakamarki, ale wiąże je z literaturą czy własnymi doświadczeniami (również z czasów własnej młodości). Osoba, która tak dobrze nie zna Krakowa wyniesie trochę mniej, niż mieszkaniec miasta. Ciekawe, czy ojciec autora również do Krakowa ma podobne nastawienie?

      • Jeśli chodzi o ojca to czytałem tylko jedną powieść, ale był to utwór mocno eksperymentalny. Ale może faktycznie warto rozejrzeć się za jakąś jego eseistyką 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *