„Szczątki pamięci” – Anders de la Motte

Szczątki pamięci, Anders de la MotteAnders de la Motte jest szwedzkim pisarzem, byłym policjantem i autorem trylogii: [geim], [buzz], [bubble]. Dzięki tym książkom pokazał, że potrafi sprawnie budować napięcie w powieści, zaskakiwać zwrotami akcji oraz dawać nieoczywiste rozwiązania zagadki. Po świetnie odebranym debiucie, teraz kolej na „Szczątki pamięci”. Czy i ta powieść okaże się równie interesująca, jak trylogia o Grze w Alternatywną Rzeczywistość?

Tym razem poznajemy oficera policji, który ulega groźnemu wypadkowi. Widzimy go w momencie, kiedy przytrafia mu się udar, którego konsekwencją jest utrata panowania nad kierownicą. Dochodzi do zderzenia, a sam David Sarac w ciężkim stanie trafia do szpitala. Okazuje się, że utracił pamięć krótkotrwałą. Nie wie, jakimi sprawami zajmował się ostatnio w policji. Czytaj dalej

„Schwedenkräuter” – Zbigniew Kruszyński

Schwedenkräuter, Zbigniew KruszyńskiZbigniew Kruszyński zadebiutował w 1995 roku powieścią „Schwedenkräuter”. Teraz mamy okazję sięgnąć po wznowienie tej książki. Ostatnio o autorze słyszałam za sprawą powieści „Kurator”. Od czego zaczynał Zbigniew Kruszyński? Warto dodać, że pisarz jest lingwistą oraz tłumaczem. Przez dziesięć lat mieszkał z rodziną w Szwecji. Wyjechał, gdyż otrzymał od władz komunistycznych paszport w jedną stronę, za to że działał w opozycji.

Wspominam o epizodzie emigracyjnym Zbigniewa Kruszyńskiego, gdyż debiutancka powieść tego autora „Schwedenkräuter” odwołuje się do jego osobistych doświadczeń. Jednak nie można powiedzieć, by sama historia miała charakter autobiograficzny. Bohater książki jest z lingwistą z wykształcenia, a na swój los patrzy przez pryzmat języka. Czytaj dalej

„Analfabetka, która potrafiła liczyć” – Jonas Jonasson

Analfabetka, która potrafiła liczyć - Jonas Jonasson, Autor książki „Analfabetka, która potrafiła liczyć” stał się sławny dzięki powieści „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Zresztą ta ostatnia powieść została zekranizowana i właśnie dzięki niej postanowiłam sięgnąć po „Analfabetkę, która potrafiła liczyć”. W filmie zaskoczył mnie absurdalny humor i nieoczekiwane zwroty akcji. Ciekawa byłam, czy druga książka Jonassona wydawana w Polsce, będzie napisana w podobnym stylu.

Główną bohaterką powieści „Analfabetka, która potrafiła liczyć” jest Nombeko, żyjąca w największej dzielnicy slamsów w Republice Południowej Afryki. Jej szanse na przeżycie są niemal równe zeru. Matka alkoholiczka i narkomanka, samotnie wychowująca dziecko – czy raczej wykorzystująca Nombeko. Tytułową postać poznajemy, kiedy ma czternaście tat, a od dziewięciu zajmuje się oczyszczaniem latryn. W związku z tym nie potrafi czytać i pisać. Nikt też się nie przejmuje jej losem. Jednak dziewczynka ma dar – potrafi świetnie liczyć. Żeby jednak posiąść umiejętność posługiwania się alfabetem, potrzebuje pomocy. Otrzymuje ją od niedoszłego gwałciciela. Czytaj dalej

„Tsatsiki i miłość” – Moni Nilsson

Tsatsiki i miłośćDzieci od dawna domagały się kolejnej części książki Moni Nilsson. Zając spełnił ich prośby, dlatego mogliśmy sięgnąć po czwartą część – „Tsatsiki i miłość”. Został nam już tylko jeden tom przygód tego sympatycznego bohatera literackiego, a chciałoby się więcej…

Tym razem Tsatsiki wyjeżdża do Grecji, by pożegnać się z umierającym dziadkiem. W Agios Ammos prócz dorosłych, jest też ulubiona kuzynka chłopca – Elena. Ona właśnie sprawi, że ten smutny czas stanie się bardziej znośny dla Tsatsikiego. Chłopiec poznaje co to śmierć i żałoba. Dostrzega też pewne różnice kulturowe, gdyż w Grecji ludzie zachowują się nieco inaczej niż w Szwecji. Po tym, że ktoś zmarł można się dowiedzieć dzięki temu, że przed drzwiami wejściowymi stoi wieko od trumny. Natomiast pogrzeb odbywa się już następnego dnia. Żałobnicy nie kryją uczuć, a podczas ceremonii pojawiają się płaczki.

Mimo tych smutnych chwil, Tsatsiki przeżywa również mnóstwo szalonych przygód. Czasami ma wyrzuty sumienia, że tak świetnie się bawi, ponieważ powinien czuć się cały czas smutny. Ale Elena ma tak niesamowite pomysły, że przez chwilę chłopiec zapomina o żałobie.

Po wakacjach Tsatsiki rozpoczyna czwartą klasę. Teraz już ma nieco inne problemy niż wcześniej. No właśnie – miłość. Per Hammar nigdy się nie całował, więc Tsatsiki chce mu w tym pomóc. Jako, że chłopcy są już starsi, czas na prawdziwe pocałunki. Rozterek miłosnych również nie zabraknie. Tym razem bohater rozsmakuje się w pisaniu listów. Moni Nilsson opowiadała podczas Literackiego Sopotu, że miała problem z tym, jak je sformułować. Poprosiła więc syna, by jej pokazał taki list miłosny. Tylko, że chłopiec za nic się nie chciał zgodzić. Pomogło dopiero przekupstwo. Okazało się, że styl pisania dziesięciolatek mocno odbiegał od tego, co wymyśliła Moni Nilsson.

Jak widać autorka zadbała o to, by być autentyczną. Właśnie na tym polega urok serii o Tsatsikim. Bohater chodzi do czwartej klasy, więc jego problemy i rozterki są odpowiednie dla osoby w tym wieku. Chłopiec przestaje powoli być niewiniątkiem, ale wciąż nie traci swego wyjątkowego uroku.

Książka „Tsatsiki i miłość” zaczyna się od umierania. Bohater musi pogodzić się z istnieniem śmierci. Moni Nilsson pisze bez owijania w bawełnę, nie stosuje tabu. Dzięki temu dzieciom łatwiej jest pogodzić się z tym faktem. Na koniec powieści na świat przychodzi siostrzyczka Tsatsikiego – Retzina. Pojawia się nowe życie, zapełniając pustkę po dziadku Dimitrisie.

Moni Nilsson choć często pisze o poważnych sprawach, zapewnia jednak odbiorcom sporą dawkę dobrego humoru. Czytając tę książkę czujemy, że mamy do czynienia z prawdziwymi problemami czwartoklasistów. A autorka niczego nie zamiata pod dywan, żeby ukryć to, co niewygodne. Nawet jeśli nam trudno się pogodzić z szalonymi pomysłami dziesięciolatków, to przecież wiemy, że życie potrafi pisać różne scenariusze.

Dzieciaki słuchały historii Tsatsikiego z zapartym tchem. Kiedy pojawiły się trudne tematy, to wystarczyło chwilę z nimi porozmawiać. Przygody chłopca ze Szwecji są dla nas niesamowitą przygodą. Oprócz tego, że książka ma wartką akcję, świetnie się ją czyta, to bawi i pozwala lepiej zrozumieć świat. Jednego czego się obawiam to tego, co będziemy czytali po ostatniej części – „Tsatsiki i Retzina”?

„Ciemna strona. Szwedzcy mistrzowie kryminału. Zbrodnia, tajemnica, suspens”, wybrał John-Henri Holmberg

Ciemna stronaJohn-Henri Holmberg wpadł na świetny pomysł, by zebrać i opracować antologię mistrzów kryminału. A wiadomo, że nie gdzie indziej tylko właśnie w Szwecji ten gatunek literacki ma się najlepiej. Dlatego „Ciemna strona…” dla jednych może być próbką tego z czego słyną szwedzcy pisarze, dla innych będzie to wisienka na torcie, by po raz pierwszy sięgnąć po nieznane dotąd w Polsce opowiadania mistrzów tego gatunku i zapewnić sobie kilka godzin rozrywki.

Wystarczy podać kilka danych, by wiedzieć z czym mamy do czynienia – 17 opowiadań, napisanych przez 20 autorów, a przetłumaczonych przez cztery osoby. Całość zebrał znawca literatury szwedzkiej: John-Henri Holmberg. Aż trudno uwierzyć, że ten kraj, który liczy sobie mniej niż dziesięć milionów mieszkańców, mógł wydać aż tylu świetnych twórców kryminałów.

Nie sposób oczywiście opisać choćby pobieżnie fabuły tych krótkich form prozatorskich. W antologii otrzymamy szerokie spektrum tematów. Łączy je jedno – ich autorami są szwedzcy pisarze. Niekiedy nawet nie do końca nazwałabym te opowiadania kryminałami. Niektóre mają bowiem w sobie sporo z thrillera, a opowieść Stiega Larssona zaliczyć można do gatunku science-fiction. Holmberg wybrał opowiadania, w których nie zabraknie, jak podano w tytule: „zbrodni, tajemnicy, suspensu”.

Dla kogoś kto zaczytuje się w szwedzkich mistrzach kryminału, największą przyjemnością może być poszukiwanie znanych mu motywów z poznanych wcześniej tekstów. Opowiadanie ?sy Larsson musiało przecież być osadzone w Kirunie, ale przeniosło nas do czasów sprzed wieku, dając nam szwedzki odpowiednik Dzikiego Zachodu. Poznałam też wcześniej Johana Theorina, który najczęściej wybiera Olandię jako miejsce akcji swoich powieści. Nie inaczej jest w opowiadaniu „Zemsta dziewicy”.

Jak widać autor antologii starał się oddać klimat szwedzkich kryminałów, jak i zaprezentować czytelnikom coś nowego. Najbardziej zaskakuje historia napisana przez Stiega Larssona, ze względu na formę. Inne opowiadania, choć różnią się stylem i tematyką, pokazują za co cenieni są szwedzcy pisarze. Muszę się też posłużyć słowem – moda, które dla literatury nie jest może zbyt fortunne. Jednak, gdyby nie sukces „Millennium” Larssona, pisarze z tego kraju nie byliby tak często wydawani na świecie. Dzięki popularności tego twórcy, szwedzkie powieści kryminalne, zaczęły  docierać do szerszej rzeszy odbiorców. Przecież Stieg Larsson nie był ani pierwszy, ani jedyny, za to jego książki nie skupiały się jedynie na wątkach kryminalnych, a pokazywały szerszy obraz społeczeństwa oraz jego problemy.

W antologii uwzględniono wiele tematów od tradycyjnych, takich jak policyjne śledztwa, po historie zaangażowane społecznie, czy dostarczające zwykłej, aczkolwiek wielce potrzebnej rozrywki. Akcja opowiadań rozgrywa się w teraźniejszości, ale też przeszłości i przyszłości.

John-Henri Holmberg nie zostawia czytelnika bez wskazówek. W posłowiu wyjaśnia skąd się wziął sukces szwedzkich kryminałów, kreśli noty biograficzne autorów opowiadań. Daje też odbiorcom pewne wskazówki, wyjaśniając na czym polega istota wybranego przezeń tekstu. Całość z pewnością pozwoli czytelnikowi znaleźć coś dla siebie. „Ciemna strona” może być drogowskazem dla późniejszych lektur. Oczywiście nie uwzględniono wszystkich mistrzów tego gatunku. Nie trzeba się obawiać powtórzeń, bo autor wyboru postarał się o to, by teksty były zróżnicowane, ale na wysokim poziomie. Warto przyjrzeć się tej książce, żeby zobaczyć nie tylko kryminalną Szwecję, ale też jak za pomocą prozy pisarze angażują się w dyskusję o współczesnych problemach społecznych dręczących ten kraj.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

„Mężczyzna z laserem. Historia szwedzkiej nienawiści” – Gellert Tamas

Mężczyzna z laseremSzwecja słynie ze swoich świetnych autorów kryminałów. Tym razem książka po którą sięgnęłam, wcale nie jest powieścią. „Mężczyzna z laserem” Gellerta Tamasa to reportaż, choć tak napisany, że gdyby nie było informacji, iż książka opowiada o prawdziwych wydarzeniach, można by pomyśleć, że czytamy świetny kryminał. W Szwecji tytuł ten został wydany w 2002 roku i zyskał uznanie. Autor otrzymał za „Mężczyznę z laserem” nagrodę Szwedzkiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Śledczych Guldspaden. W Polsce książka Gellerta Tamasa ukazała się w 2013 roku.

Szwecja niekiedy wydaje nam się rajem. Wielu Polaków wyjechało tam w poszukiwaniu pracy. Inni z utęsknieniem wzdychają do szwedzkiego modelu socjalnego. W latach 90 kraj ten dotknął poważny kryzys, przez co wzrósł poziom bezrobocia, a nawet pojawił się dług publiczny. Szukano winnych, ale jeden człowiek wziął sprawy w swoje ręce i zaczął strzelać do imigrantów, bo dla niego właśnie oni byli źródłem wszelkiego zła.

Kule Johna Ausoniusa trafiły w 11 osób, jedna z nich zginęła. Inni oprócz trwałego kalectwa, otrzymali traumę na całe życie. Mężczyzna z laserem grasował w Szwecji, w latach 90 ubiegłego wieku i początkowo wydawało się, że jest nieuchwytny. A może przez kilka miesięcy to policja była nieudolna?

Gellert Tamas pisze biografię mordercy, fabularyzując ją. Forma książki przypomina thriller, wciąż trzymający w napięciu. Ale to tylko jedna warstwa tego reportażu. Autor rekonstruując wydarzenia, pokusił się też o próbę odkrycia źródła szwedzkiej nienawiści do obcych.

Jak to się stało, że w tym państwie są tak głęboko zakorzenione lęki przed imigrantami? Dlaczego właśnie w latach dziewięćdziesiątych popularnością cieszyło się skrajnie prawicowo-populistyczne ugrupowanie: Nowa Demokracja? Zaskakuje również brak reakcji władz na działalność faszystowskich ugrupowań. Tamas pokazuje, że znieczulica dotknęła wszystkich – zarówno zwykłych obywateli, jak i rząd. Nikt nie chciał zauważać, jakie konsekwencje może mieć głoszenie nazistowskich haseł, czy nawoływanie do pozbycia się imigrantów. Autor krytykuje też media. Podaje, że i one w pewnym momencie zaczęły podkreślać i nagłaśniać przestępstwa, których dopuścili się imigranci, jednocześnie ignorując i pomijając milczeniem podobne, ale popełnione przez Szwedów.

W pewien sposób książka pokazuje, że nie można pozwalać na to, by bagatelizowano zachowania, które pozornie wydają się zgodne z prawem, a jednak szerzą nienawiść. Autor cofa się nawet do początków XX wieku, by zauważyć, że i w Szwecji istniało Towarzystwo Higieny Rasowej, a w 1934 roku przyjęto ustawę dopuszczającą sterylizację. Podlegały jej np.  kobiety, które „nie kontrolowały swojej seksualności”. Jak widać Gellert Tamas nie ucieka od niewygodnych tematów, aby zwrócić uwagę, jak łatwo można dopuścić do władzy ludzi o faszystowskich poglądach. Zresztą, gdy Hitler zwyciężył wybory, świat nie traktował go poważnie.

W książce „Mężczyzna z laserem” autor podkreśla, jak wiele czynników pozwoliło na to, by Ausonius mógł zabijać. Już jako młody człowiek popadł w konflikt z prawem, ale kiedy wreszcie otrzymał wyrok, już pierwszego dnia uciekł z więzienia. Świetnie strzelać nauczyło go wojsko, które nie wzięło pod uwagę jego zaburzeń psychicznych, uznając go za całkowicie zdrowego człowieka.

Biografia Johna Ausoniusa jest niezwykle pasjonująca. Gellert Tamas powoli odkrywa przed czytelnikiem kolejne karty tak, że nie możemy się od niej oderwać. Jak to się stało, że syn niemieckich imigrantów z Wolfganga Zaugga, stał się Johnem Ausoniusem? Człowiekiem, który w inteligentny sposób potrafił przechytrzyć tak wielu ludzi, wykorzystując choćby to, że nawet policja niekiedy kierowała się w swoich poszukiwaniach stereotypami?

Czytelnik trzymając w ręku książkę, właściwie otrzymuje dwie opowieści – o zbrodniarzu oraz o szwedzkim społeczeństwie. Obie są równie pasjonujące. Gellert Tamas połączył tu kilka gatunków – reportaż, dziennikarstwo śledcze i kryminał. Całości nadał taką formę, by czytelnik wciąż czuł napięcie. Dzięki temu od książki nie sposób się oderwać.