„Próba” – Eleanor Catton

Próba, Eleanor CattonEleanor Catton poznaliśmy w Polsce za sprawą powieści „Wszystko, co lśni”. Właśnie za tę książkę autorka otrzymała prestiżowego Bookera. Szybko zrobiło się o niej głośno, kiedy okazała się najmłodszą laureatką tej nagrody. Jednak nowozelandzka pisarka debiutowała kilka lat wcześniej powieścią „Próba”. Książka była jej… pracą dyplomową. Choć pierwsza powieść Catton nie imponuje wielkością, tak jak „Wszystko, co lśni”, to i tak zaskakuje swoją dojrzałością oraz ciekawą konstrukcją. Czytaj dalej

„Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Na scenie” – Agnieszka Mielech

Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Na scenie, Agnieszka MielechWiększość dzieciaków lubi utożsamiać się z bohaterem literackim. Widać to wyraźnie już u kilkulatków, ale ta tendencja tak szybko nie mija (czasami zostaje na zawsze). Dlatego bardzo trudno wytłumaczyć chłopcom, by sięgali po książki, w których główną postacią jest dziewczynka. Odwrotnie też jest podobnie. Niektórzy autorzy książek dla młodych odbiorców znaleźli na to sposób – bohaterami swoich powieści czynią parę dzieci: chłopca i dziewczynkę. Czytaj dalej

„Błękitna planeta” – sztuka w Teatrze Miniatura

Błękitna planeta, Teatr Miniatura

fot. Piotr Pędziszewski / mat. Teatru Miniatura

Dzisiaj są walentynki, a my z tej okazji wybraliśmy się z dziećmi do teatru, a nie tak jak większość na film o jakimś Szarym panu. Zresztą dosyć długo czekaliśmy na spektakl pt. „Błękitna planeta” w związku z remontem gdańskiej Miniatury, jednak w końcu się doczekaliśmy. Na wpisy o książkach z miłością w tle trzeba będzie poczekać kilka dni, ale obiecuję, że się pojawią.

O spektaklu dowiedzieliśmy się podczas Literackiego Sopotu. Przed warsztatami rodzinnymi odbywało się czytanie książek dla dzieci właśnie w wykonaniu aktorów teatralnych. Edyta Janusz-Ehrlich poleciła nam książkę „Historia błękitnej planety” Andriego Snæra Magnasona oraz spektakl. Zaczęliśmy od książki autorstwa islandzkiego pisarza. Teraz przyszedł czas na przedstawienie, które wystawiono w gdańskim Teatrze Miniatura w reżyserii Erlinga Jóhannessona. Czytaj dalej

Podsumowania nie będzie…

Przeczytałam w tym roku sporo książek. A i tak chciałabym więcej. Jednocześnie zastanawiam się nad tym, czy udało mi się przekonać kogoś do sięgnięcia po jakiś tytuł? Właściwie po to prowadzę te zapiski. Nie jestem wyrocznią, ani guru książkowym, ot czytam i przekazuję swoje wrażenia właśnie tu. Zwyczajnie w świecie nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nawet jeśli spróbuję, wychodzi z tego jakiś koszmar w stylu Stephena Kinga. O nie, jest jeden bardziej przerażający pisarz: Ray Bradbury, autor „451 stopni Fahrenheita”, który jeszcze bardziej straszy niż autor „Lśnienia” – przynajmniej mnie.

Zdarza mi się chodzić do kina. Nawet lubię taką formę rozrywki, ale wytrzymałabym bez filmów. W tym roku obejrzałam ich sporo. Fakt, większość była dla dzieci.Telewizji nie mamy od kilku lat. Dzieciaki czasami chodzą do dziadków i tam obejrzą jakąś bajkę. Ostatnio przyszły strasznie pobudzone. Córka stwierdziła: „Wiesz mama, że u babci oglądaliśmy REKLAMY!” A ja się cieszę, ponieważ w okresie przedświątecznym nie muszę słuchać – „O właśnie taką lalkę, chcę”. Co blok reklamowy inną. Oczywiście, dzieci w szkole i przedszkolu poznają doskonale wszystkie trendy, więc nie są pokrzywdzone. Konsumpcjonizm szerzy się nawet wśród ośmiolatków.

Lubię, kiedy zamiast rozmów o tym, co można by kupić, pogadamy sobie choćby o Moni Nilsson. To taka nasza znajoma, razem z Lottą Geffenblad… Bo właśnie tak dzieciaki traktują swoich ulubionych pisarzy – jak dobrych przyjaciół. Najfajniejsze, że sprawia im to niebywałą frajdę. Kiedy byliśmy latem w Sopocie, maluchy wolały spotkania z autorami – same nas tam ciągnęły. A z zabawy na plaży się wymigały, choć zwykle strasznie domagają się morskich kąpieli.

Kolejną formą kultury, która mi się marzy, jest teatr. Może uda mi się w 2014 roku? Z kinem jest łatwiej, nie ma kolejek i latem też są projekcje. Za to pojechaliśmy z dziećmi do teatru. Jako, że najbardziej lubimy książki, wybraliśmy sztukę opartą na znanej nam historii. Jednego nie przewidzieliśmy. Że syn się będzie buntował, gdyż w książce wydarzenie było przedstawione nieco inaczej. Wyłapał wszystkie różnice oraz domagał się trzeciej części przedstawienia – bo w książeczce było znacznie więcej wątków…

A zatem plany na cały nadchodzący rok: czytać, to co się lubi. I mieć szczęście do dobrych lektur. Tego życzę sobie i Wam.