Podsumowanie roku – nie tylko czytelnicze

To jest napad, Marek WałkuskiKiedy zbliża się koniec roku, nadchodzi czas podsumowań. Miłośnik literatury zastanawia się nad tym, ile przeczytał książek. Które z nich były najciekawsze i zasłużyły na miano tych z najwyższej półki? Trudno byłoby mi wybrać najlepszą książkę. Sięgam po różnorodne gatunki, a w związku z tym nie potrafię się ograniczyć do tej jedynej. Przeczytałam blisko dwieście tytułów i niemal tyle recenzji pojawiło się w tym roku na blogu. Ciekawa jestem, czy któreś z tych pozycji, które szczególnie mi się spodobały, doczekają się najważniejszych nagród? 

Odkryciem tego roku były książki Margaret Atwood, a także powieści takie jak „Świat w płomieniach” Siri Hustved, „Prorocy znad Fiordu Wieczności” Kima Leine, „Oto jestem” Foera, czy „Gorące mleko” Deborah Levy. A to dopiero wierzchołek tych najważniejszych pozycji. Z polskich pisarzy z przyjemnością poznawałam „Rdzę” Jakuba Małeckiego oraz ’Wzgórze psów” Jakuba Żulczyka. Rewelacyjny był komiks „Totalnie nie nostalgia” Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia. Wreszcie sięgnęłam po powieści Rafała Kosika skierowane do dorosłych czytelników. Miałam okazję do poznania świetnych biografii i reportaży. Polecam zwłaszcza „Sendlerową. W ukryciu” Anny Bikont, książkę „Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce” Mariusza Urbanka, czy „Tu byłem. Tony Halik” Mirosława Wlekłego. Lubię też dobrą muzykę: książka „Republika” Leszka Gnoińskiego będzie doskonałą propozycją dla tych, którzy cenią ten zespół.  Ucieszyły mnie bardzo trzy książki Anny Sakowicz – autorka niedawno zadebiutowała historią dla dzieci pt. „Leniusiołki”. Nie zawiódł mnie żaden tytuł wydany w tym roku przez Książkowe Klimaty. W 2018 roku będę niecierpliwie czekała na trzeci tom opowieści o Dinie Herbjørg Wassmo, czy na ostatnią część „Mojej walki” Knausgårda.

Ale w tym roku pojawiło się coś nowego. Postanowiłam trochę się zaktywizować, bo nie samą książką człowiek żyje. Zmieniłam mocno pełnoletni rower na nowy i ruszyłam, najpierw „powoli, jak żółw ociężale”, ale stopniowo się rozkręcam. Zaczęłam późnym latem, a tu okazuje się, że nawet w grudniu można się ruszać. Dzisiaj zamknęłam sezon rowerowy przejeżdżając 23 km, w sumie zrobiłam ich ponad 1200. Tyle, że w przeciwieństwie do czytania, pod tym względem jestem mocno początkująca, choć apetyt rośnie w miarę jedzenia i teraz marzy mi się szybszy rower, może szosowy? Natomiast ostatnią książką z którą kończę 2017 rok, jest „To jest napad!” Marka Wałkuskiego.

Życzę Wam dobrego Nowego Roku – ciekawych lektur, nowych wyzwań, spokoju i wiele radości!

  1. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku i oby był jeszcze bardziej zaczytany…a może tyle przejechanych kilometrów, co przeczytanych stron?!:P

    • Dziękuję i wzajemnie. Żeby przejechać tyle, co czytam w ciągu roku, to musiałby to być ponad 51 tys. kilometrów – raczej mi się nie uda. 🙂

  2. Ha, u mnie rok 2017 także należał do Margaret Atwood! W sumie przeczytałem 6 książek jej autorstwa. Do prozy Siri Hustved cały czas się przymierzam.

    A co do roweru, to wspaniała forma aktywności! Ja w tym roku zrobiłem tylko 920 km głównie na kolarce. Mam nadzieję, że ten rok będzie lepszy dla nas obojga 🙂

    • Zauważyłam, że czytasz Margaret Atwood – choć zupełnie inne tytuły niż ja. Mam nadzieję jednak, że uda mi się poznać więcej powieści tej autorki. Liczę też na to, że wydane zostanie więcej książek Hustved.
      Co do jazdy na rowerze, to także Ci życzę, żeby udało się przekroczyć magiczny tysiąc kilometrów, albo i więcej… 🙂

Skomentuj Dominika Fijał Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *