Levi Henriksen w ubiegłym roku gościł na Festiwalu Literacki Sopot. Jako, że czytałam książkę tego autora „Śnieg przykryje śnieg”, z wielką przyjemnością posłuchałam tego, co mówi o tej książce. Przyznam, że chętnie sięgam po literaturę norweską i zwykle się nie zawodzę. Skandynawia kojarzy się nam zwykle z kryminałami, ale okazuje się, że warto sięgać po inne gatunki literackie. „Pieśń harfy” Leviego Henriksena przyciągnęła moją uwagę piękną okładką. Jednak w literaturze ważniejsze jest to, co wewnątrz książki, ale jak się łatwo domyślić – nie zawiodłam się. Czytaj dalej
Archiwa tagu: muzyka
„Sex, drugs & rock n’roll… i inne kłamstwa” – Duff McKagan
Muzyczni idole nastolatków. Co się z nimi dzisiaj stało? Kiedyś uwielbiałam zespół Guns N’ Roses, słuchałam ich na okrągło, zdobywałam plakaty z niemieckich kolorowych pism, a potem z pierwszych magazynów muzycznych dla młodzieży wydawanych w Polsce. Natomiast moja świnka morska te postery namiętnie ogryzała – cóż to była za strata… Choć ich muzyka wciąż mi towarzyszyła, to o zespole praktycznie zapomniałam. Kiedy w mediach pojawia się Axl Rose, w niczym nie przypomina tego charyzmatycznego młodzieńca ze wspaniałym głosem. A co z pozostałymi członkami Guns N’ Roses? Dzięki wydanej jakiś czas temu autobiografii Duffa McKagana pt. „Sex, drugs & rock n’roll… i inne kłamstwa”, mogłam poznać historię basisty zespołu. Czytaj dalej
„Queen” – Mark Blake
Książka Petera Hince”a „Queen. Nieznana historia” rozbudziła mój apetyt, ponieważ poznałam z niej tylko część historii tego zespołu. Była to osobista opowieść człowieka, który należał do ekipy technicznej Queen. Postanowił napisać, jak widział czwórkę tych niezwykłych muzyków. Natomiast Mark Blake w biografii „Quenn. Królewska historia” zrobił znacznie więcej. Postanowił opisać całą historię zespołu, od samego początku, do dziś.
Przede wszystkim Mark Blake dotarł do wielu ludzi, którzy znali Freddiego Mercury’ego, Briana Maya, Johna Deacona, Rogera Taylora osobiście. Przeprowadził rozmowy z żyjącymi członkami zespołu. Szkoda, że nie zdążył porozmawiać z samym wokalistą, który przedwcześnie zmarł na AIDS. Czytaj dalej
„Cisza w Pradze” – Jaroslav Rudiš
„Cisza w Pradze” Jaroslava Rudiša zainteresowała mnie po tym, jak przeczytałam „Koniec punku w Helsinkach”. Chciałam zobaczyć, czy po pierwszej poznanej przeze mnie książce tego autora napisanej w sposób interesujący, kolejna będzie równie ciekawa. Tym razem pisarz przeniósł akcję powieści do Pragi, miasta w którym nigdy nie ma ciszy. Ale czy ta ostatnia w ogóle istnieje?
Bohaterami powieści są: Petr, Vanda, Wayne, Hana i Vladimir. Poznajemy jeden dzień z ich życia. Taki, który ma wszystko zmienić, ale postacie potrzebują do tego chwili skupienia – to może im dać cisza. Okazuje się, że o nią wcale nie jest łatwo, bo tak naprawdę nie istnieje. Nie tylko w Pradze, ale gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli. Nawet kiedy wyłączymy sprzęt, który nas otacza. Hałas nie pozwala zajrzeć do swojego wnętrza. Człowiek stara się to, co go niepokoi, zagłuszyć innym hałasem – nic innego mu nie pozostaje. Czytaj dalej
„Miłość jest lekarstwem” – Elton John
Nikomu nie trzeba przedstawiać Eltona Johna. Zwłaszcza ludzie z mojego pokolenia musieli zetknąć się z jego muzyką. Młodszym nie udało się przejść dzieciństwa bez znajomości choćby jednej z jego piosenek – mam na myśli tę z filmu animowanego „Król Lew”. Jednak jeśli ktoś sięgnie po książkę Eltona Johna „Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie” wcale nie otrzyma typowej autobiografii, tylko opowieść o tym, jak epidemia AIDS wpłynęła na tego artystę.
W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku wirus HIV zaczął być uznawany za nową dżumę. Początkowo nie wiadomo było, jak traktować chorych. Uważano, że jest to epidemia, na którą narażenie są homoseksualiści. Kiedy jednak zachorował pewien chłopiec – Ryan, okazało się, że problem może dotyczyć każdego z nas. Trzynastoletni Ryan White chorujący na hemofilię zaraził się wirusem HIV, ponieważ podawano mu czynnik zawierający osocze, a poprawiający krzepliwość, pobierany z krwi dawców. On otrzymał krew od osoby zarażonej. Chłopiec od razu poczuł konsekwencje swojej choroby. Dowiedział się po pierwsze, że zostało mu zaledwie kilka miesięcy życia, a po drugie nie mógł żyć normalnie, ponieważ zaczęły się szykany. Czytaj dalej
Kings of Leon. Sex on Fire – Michael i Drew Heatley
Książki o muzykach, które do tej pory czytałam, opisywały kariery weteranów sceny.Tych tworzących przez kilkadziesiąt lat. Zaskoczeniem było więc dla mnie to, że powstała biografia zespołu, którego wszyscy członkowie są młodsi ode mnie…
Kings of Leon, bo o nich oczywiście mowa, zdobyli moje ucho za sprawą płyty „Only By The Night”. Ich muzyka wnosiła pewną świeżość, bo choć przyzwyczajona byłam do słuchania klasyków rocka i nie szukałam żadnych nowinek, a tu nagle pojawili się czterej muzycy ze Stanów, których utwory wydawały się być stworzone jakby specjalnie dla mnie.
Książka Michaela i Drew Heatleya – „Kings of Leon. Sex on Fire” opisuje drogę jaką przebył ten młody (przynajmniej moim zdaniem) zespół. Trudno dziś powiedzieć, czy uda mu się zajść jeszcze wyżej, czy może osiągnęli szczyt? Na to pytanie odpowiedzi jeszcze nie ma, ponieważ biografia zespołu kończy się na początku 2011 roku.
Autorzy pokazali jak z amerykańskich dzieciaków, pochodzących z bogobojnego Tennessee, wychowywanych, wręcz predestynowanych do zawodu kaznodziejów, stali się rock’n’rollowymi wyjadaczami.
Członkowie zespołu wywodzą się z jednej rodziny. Trzech braci i kuzyn noszą to samo nazwisko. Followillowie należeli do Zjednoczonego Kościoła Zielonoświątkowego, a ojciec trójki braci był kaznodzieją. Dzieciństwo południowców nie było typowe. Często zmieniali miejsce zamieszkania, jeździli po kraju w fioletowym oldsmobile’u, a ojciec wygłaszał kazania w okolicznych kościołach.
W pewnym momencie ich świat się rozpadł, ponieważ rodzice się rozwiedli. Wtedy chłopcy zaznali, co to sex, drugs i rock’n’roll. Wcześniej żyli pod kloszem, a tu nagle mogli swobodnie poznawać muzykę inną niż gospel. Właśnie owo nadrabianie strat sprawiło, że młodzi Followillowie odkryli, że najbardziej interesują ich rockowe rytmy. W 2000 roku bracia założyli zespół. Nie martwił ich fakt, że jeszcze nic nie potrafią. Posiadali talent, który zauważył doświadczony producent Angelo Petraglia i stał się ich mentorem.
Pierwszą płytę kapeli wydano w 2003 roku. Jej producentem został Ethan Jones. Kings of Leon opowiadali w niej o nadrabianiu straconej dekady okresu dojrzewania. Powoli stawali się popularni, ale w Anglii, a nie w rodzinnych stronach. Zbierali pierwsze laury, ale trzymali się mocno wytyczonych celów i ciężko pracowali.
Kolejny album „Aha Shake Heartbreak” został wydany już w 2004 roku, a zespół był coraz bardziej znany. Kwartet grał jako support na koncertach U2. Zostali zauważeni przez samego Boba Dylana. To czego się nauczyli przez kilka lat, zaowocowało podczas tworzenia kolejnej płyty: „Because Of The Times”. Pełnię swego talentu pokazali w 2008 roku, podczas nagrywania krążka „Only By The Night”.
Biografia „Kings of Leon” to historia zespołu, którą uosabia pewien – wydawałoby się martwy – mit. Bo oto na szczyty wdrapali się ludzie znikąd. Chłopcy, którzy mieli być kaznodziejami, wyszli z piwnicy, chwycili gitary do ręki i przeobrazili się w demony rocka. A trzeba pamiętać, że do 1997 roku ten gatunek był im całkowicie obcy, bo wychowani zostali na muzyce gospel.
Michael i Drew Heatley dokładnie opisują kolejne szczeble kariery zespołu z Tennessee. Skupiają się przede wszystkim na muzyce, ale przytaczają też pewne szczegóły z życia artystów. Nie ukrywają skłonności członków kapeli do bójek, alkoholu i narkotyków. Pokazują, jak stresująca może być sława i w jaki sposób wpłynęła na młodych muzyków. Na szczęście Fallowillowie posiadają jakiś zawór bezpieczeństwa, dzięki któremu zatrzymują się na granicy. Czy jednak uda im się stworzyć coś na miarę „Only By The Night”? Mam nadzieję, że jeszcze pokażą pazury.
Za biografię „Kings of Leon” dziękuję Wydawnictwu SQN.