„Obiad w restauracji dla samotnych” – Anne Tyler

Obiad w restauracji dla samotnych, Anne TylerAnne Tyler niewątpliwie należy do wybitnych pisarek amerykańskich. Do tej pory udało mi się poznać „Pożegnanie dla początkujących” – przed mną wciąż kilka tytułów wydanych w Polsce. Po prozie tej autorki można się spodziewać kilku rzeczy. Po pierwsze, że będą pokazywały społeczeństwo amerykańskie. A po drugie: tego, że zerkniemy do wnętrza bohaterów, którzy zostali przedstawieni w sposób niezwykle ciekawy i głęboki.

Gdybym miała się skupić na streszczeniu książki „Obiad w restauracji dla samotnych”, to historia, którą bym opisywała, brzmiałaby banalnie. Ot, niezbyt zamożna amerykańska rodzina, żyjąca w dwudziestym wieku, zostaje porzucona przez ojca. Pewnego dnia Beck stwierdza, że ma dosyć. Pakuje się i zostawia swoją żonę oraz troje malutkich dzieci. Obiecuje jedynie, że będzie co jakiś czas wspierał ich finansowo. Żadnej uwagi nie mogą się spodziewać z jego strony. Czytaj dalej

„Ślepnąc od świateł”- Jakub Żulczyk

Ślepnąc od świateł, Jakub ŻulczykJakub Żulczyk za książkę „Ślepnąc od świateł” został nominowany do Paszportów Polityki 2014. Choć nie wygrał, zaintrygował mnie swą powieścią, gdyż doceniono go za sposób w jaki ukazuje mroczne oblicze stolicy. Ostatnio Jakub Żulczyk pojawiał się też w mediach.

W powieści „Ślepnąc od świateł” poznajemy Jacka, dilera, który dostarcza kokainę mieszkańcom Warszawy. Sprzedaje przede wszystkim elicie: celebrytom, politykom, a nawet znudzonym gospodyniom domowym. Okazuje się, że niemal wszyscy biorą. Matki i ich synowie studenci. Córki, które chciałyby coś osiągnąć, ale trafiają jedynie do łóżek kolejnych, coraz mniej obiecujących mężczyzn. Pracownicy korporacji, którzy pragną mieć więcej i więcej. Tak przynajmniej widzi rzeczywistość handlarz narkotyków. Czytaj dalej

„Miłość na szkle” – Barbara Sęk

Miłość na szkle, Barbara SękWalentynki powoli odchodzą w zapomnienie, a ja miałam napisać na temat książki o miłości. Tyle, że będzie to powieść o pragnieniu, by móc obdarzyć tym uczuciem dziecko. Jak mogą zachowywać się osoby, które marzą o potomstwie? Co czują, jak wpływa to na związek? O tym pisze Barbara Sęk, w książce „Miłość na szkle”.

Autorka wydała już wcześniej powieść pt. „Dlaczego ona?”. Wspominam o tym, gdyż Barbarę Sęk można zaliczyć do młodego pokolenia pisarzy, ciekawa byłam jej głosu. Okazało się jednak, że bohaterowie o których pisze, należą do ludzi po trzydziestce, autorka wykreowała postacie, które należą do mojej kategorii wiekowej. Czytaj dalej

Recenzja książki Toni Morrison – „Umiłowana”

UmiłowanaAfroamerykańska powieściopisarka Toni Morrison należy do elity współczesnej literatury. Uhonorowana w 1993 roku za swoje książki Literacką Nagrodą Nobla, a wcześniej Pulitzerem. Do tej pory miałam okazję poznać kilka tytułów jej autorstwa: „Dom”, „Najbardziej niebieskie oko” oraz „Miłość”. Tym razem sięgnęłam po „Umiłowaną”, najsłynniejszą powieść Morrison. Zresztą właśnie za nią pisarka otrzymała w 1988 roku Nagrodę Pulitzera, a książka dziesięć lat później doczekała się ekranizacji.

Niewolnictwo w XVIII wieku miało się świetnie. Zniesiono je dopiero w 1865 XIII poprawką do konstytucji USA, która stwierdzała, że: „niewolnictwo (…) nie będzie istniało w obrębie Stanów Zjednoczonych ani żadnym miejscu podległym ich jurysdykcji.” Toni Morrison w powieści „Umiłowana” ukazuje, jak destrukcyjny wpływ na każdy element życia człowieka miał fakt zniewolenia. Czytaj dalej

„Jagger. Diabeł z przedmieścia” – Philip Norman

Jagger. Diabeł z przedmieściaKiedy sięgam po biografie muzyków, liczę na to, że otrzymam opowieść nie tylko o ciekawej postaci, ale też zobaczę szerszą perspektywę, a mianowicie czasy, w których owi ludzie tworzyli. Na książkę Philipa Normana „Jagger. Diabeł z przedmieścia” nie trzeba mnie było namawiać, bo miałam ochotę poznać jednego z najsłynniejszych muzyków rockowych.

Fenomen Micka Jaggera polega na tym, że wokalista The Rolling Stones śpiewa w swoim zespole już od pięćdziesięciu lat. Przetrwali wszelkie burze, zmiany, nowinki muzyczne i trwają. Zmieniają się odbiorcy, moda, rządy i obyczaje, a Jagger wydaje się być wieczny.

Jak to się stało, że grzeczny syn wuefisty został znanym muzykiem? Wszystko wskazywało na to, że Mick urodzony w 1943 roku w Dratford będzie ekonomistą. Natomiast dzięki ojcu – świetnie wysportowanym specem od cyferek. W czasie wojny w wielkiej Brytanii nie było zbyt przyjemnie, w każdej chwili można było spodziewać się nalotu nazistowskich rakiet V-1, czy potem V-2. Młody Michael Philip – późniejszy Mick – był grzecznym dzieckiem, potem ułożonym młodzieńcem uwielbiającym jazz.

Kiedy w 1962 roku powstała grupa – the Rolling Stones – wszystko wskazywało na to, że jej liderem będzie Brian Jones. Ten jasnowłosy gitarzysta i buntownik, już jako szesnastolatek został ojcem, do dwudziestego roku życia miał aż troje dzieci – każde z inną kobietą. W porównaniu z Brianem, Mick był ideałem. Natomiast jeśli chodzi o nazwę zespołu był to hołd dla Muddy’ego Watersa.

Kapela zaczęła stawać się popularna za sprawą Andrew Oldhama, który ich wypromował. Współpraca z wytwórnią płytową Decca, to kolejne elementy układanki na drodze do sukcesu. Jednak w 1964 roku podczas pierwszej podróży do Stanów Zjednoczonych członkowie kapeli wciąż klepali biedę. Na pocieszenie zaczęły się pojawiać w mediach informacje o Stonesach, że są głosem nastolatków i przeciwieństwem grzecznych muzyków z The Beatles. Zaczęło się szaleństwo, które trwa do dziś.

Mick Jagger w biografii Philipha Normana nie jest bóstwem postawionym na piedestale. Niewiele też ma wspólnego z antychrystem. Poznajemy człowieka zdeterminowanego, potrafiącego osiągnąć zamierzony cel. A słynny Stones po cichutku marzył o karierze aktorskiej. Jak się okazało, dane mu było stać się jednym z najsłynniejszych muzyków rockowych.

Za sprawą biografii obserwujemy zmiany, które nastąpiły w świecie Zachodu. Choć w latach sześćdziesiątych „The Rolling Stones” byli uważani za buntowników, tak naprawdę Mick był znacznie bardziej poukładany, niż choćby niektórzy Beatlesi oraz podporządkowany systemowi. Później Jagger oczywiście pokazał na co go stać, ale jakoś udało mu się pokonać problemy z narkotykami, czy alkoholem.

Gorzej natomiast było z miłostkami Jaggera. Zdobywał wszystkie najpiękniejsze damy od słynnej Marianne Faithfull zaczynając. W jego życiu była też Chrissie Shrimpton, Bianka Pérez-Mora Macias, Carlia Bruni, Jerry Hall, Luciana Morad (w sumie został ojcem siedmiorga dzieci, ze związku z czterema kobietami). Ukochane Micka mogły być pewne tylko jednego, że słynny Stones nie będzie wierny. Czym fascynował niewysoki, szczupły i szerokousty wokalista, że potrafił zdobyć serce najpiękniejszych?

Dzięki biografii Normana widzimy jak zmieniał się Mick Jagger. Obserwujemy też estradę z perspektywy fanów, czy muzyków oraz ekipy. Widzimy najpierw grzecznych chłopców, postrzeganych potem jako brudasów, a następnie buntowników. Michaela, który stopniowo przekracza kolejne granice, by wreszcie stać się sir Mickiem Jaggerem.

Każdy z nas ma swoje ulubione utwory Stonesów. Dla jednych będzie to „Sympathy for the Devil”, dla innych „Satisfaction”, czy „Brown Shugar”. Za sprawą biografii Philipa Normana (rówieśnika Jaggera) dowiemy się jak doszło do ich powstania. Sam Mick twierdzi, że niczego nie pamięta. Dzięki tej nieautoryzowanej biografii cofamy się w czasie i przechodzimy drogę artysty do sławy jeszcze raz. Zobaczymy jakie są koszty popularności, poznamy też człowieka z krwi i kości, który wcale nie poszedł tą samą drogą co Hendrix, Janis Joplin, czy Jim Morrison. Bo choć wydawało się, że jako trzydziestolatek będzie już za stary by śpiewać „Satisfaction”, rzeczywistość okazała się dla rockmana łaskawa.

Książę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa: Świat Książki.

„Zbrodniarz i dziewczyna” – Michał Witkowski

Zbrodniarz i dziewczynaPrzed wydaniem „Zbrodniarza i dziewczyny” wokół Michała Witkowskiego zrobiło się mnóstwo medialnego szumu. Zresztą za sprawą samego autora. A to ogłosił się blogerką modową, a to stwierdził, że nie jest już pisarzem. Zawrzało, kiedy za sprawą Kai Malanowskiej rozpętała się dyskusja na temat zarobków pisarzy. Witkowski podał taką kwotę zaliczki, jaką zapłaciło mu wydawnictwo za „Zbrodniarza i dziewczynę”, że wszyscy na chwilę wstrzymali oddech (z zazdrości?). Moim zdaniem tego typu promocja jest symbolem naszych czasów. Już nie wystarczy pojawiać się w pismach literackich. Trzeba być na Pudelku.

W „Zbrodniarzu i dziewczynie” głównym bohaterem jest alter ego autora – Michaśka. Książka jest drugą częścią cyklu, po „Drwalu”, autor zaplanował jeszcze jedną część. Jeśli ktoś poznał pierwszy tom, wtedy niektórzy bohaterowie będą mu doskonale znani. Fascynacja lujami się nie zmieniła, tylko bohater nieco zmęczył się życiem. Nie dla niego miłość, namiętność, pozostają antydepresanty i opona z tłuszczu, którą należy spalić podczas intensywnych treningów z indywidualnym trenerem.

Wszystko się zmienia za sprawą Studencika. Michaśka spotyka go w barze i choć obiekt marzeń jest po trzydziestce, to wciąż wygląda młodzieńczo. Miłosnym podchodom kibicują kelnerki. Szybko jednak się okazuje, że Studencik to agent Tomek w wersji dla gejów, który ostatecznie angażuje Michaśkę do rozwiązania śledztwa. We Wrocławiu bowiem grasuje retromorderca. Przebrane ofiary podrzuca do miejsc, w których działali przedwojenni geje. Ofiarami są młodzi ludzie, zazwyczaj chłopcy z marginesu. Wszystko wygląda tak, jakby to robił Michał Witkowski. Tyle, że on ma alibi.

Student pozwoli Michaśce pomagać w śledztwie. Czytaj: Michał jest przynętą. W pewnym momencie odbywają podróż pociągiem do Międzyzdrojów. Tak, ta miejscowość musi się pojawić, nawet jeśli akcja powieści toczy się w grudniu. Według Michaśki podróż przypomina tę z kryminału z Cybulskim i Krzyżewską w rolach głównych. Witkowski wyraźnie nawiązuje do „Zbrodniarza i panny”. Jak widać tytuł filmu Janusza Nasfetera przydał się autorowi „do prozy”.

U Michała Witkowskiego znajdziemy całe mnóstwo nawiązań – zaczynając od tytułu książki. Potem mamy główne miejsce wydarzeń, czyli Wrocław. Jednak niewiele tu z Breslau Krajewskiego, oprócz retro mordercy i ciuchów sprzed wieku. Mnie najbardziej ubawiła Paula, nauczyciel języka polskiego (pomieszanie końcówek męskich z żeńskimi jest celowe), która swoimi monologami przypomina Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra”, ale w wersji gejowskiej.

Ironia, dygresje, nawiązania literackie to ulubione pole manewru Michała Witkowskiego. Kryminał jest tylko pretekstem, bo tematem głównym jest witkowszczyzna. W „Zbrodniarzu i dziewczynie” nie znajdziemy zwykłego świata. Nie poznamy przeciętnych rodzin, z typowymi problemami. Pisarz obraca się w swoim ulubionym świecie. Tym razem nieco poszerza swoje uniwersum. Dzięki temu, że Michaśka pomaga w rozwiązaniu zagadki kryminalnej, przygląda się sekcji zwłok. Tu mamy już turpizm na całego. Witkowski w szczegółowy i naturalistyczny sposób opisze nam wszystkie szczegóły krojenia zwłok. W pewnym momencie zauważymy też pewną czułość głównego bohatera wobec trupów.

Michał Witkowski lubi przesadę, sporo tego w „Zbrodniarzu i dziewczynie”. Nie tylko szczegółowo opowie nam o plamach opadowych, czy o tym jak wpływa na apetyt zwęglone ciało. Najważniejszy jest bowiem: On. Nie, nie morderca, a Michaśka. Nawet zbrodniarz musi się do tego dostosować. Witkowski bawi się konwencją. Daje nam kryminał gejowski z elementami romansu. Dlatego, jeśli ktoś szuka książki w stylu Stiega Larssona, mocno się rozczaruje. Tu kryminał stanowi pretekst do zabawy językiem, tworzenia dygresji, autoironii. Do kogo przemawia ten styl, sięgnie po książkę. Ciekawa jestem jednak, jaki show wymyśli Michał Witkowski wokół następnej książki?

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.