Kiedy sięgam po biografie muzyków, liczę na to, że otrzymam opowieść nie tylko o ciekawej postaci, ale też zobaczę szerszą perspektywę, a mianowicie czasy, w których owi ludzie tworzyli. Na książkę Philipa Normana „Jagger. Diabeł z przedmieścia” nie trzeba mnie było namawiać, bo miałam ochotę poznać jednego z najsłynniejszych muzyków rockowych.
Fenomen Micka Jaggera polega na tym, że wokalista The Rolling Stones śpiewa w swoim zespole już od pięćdziesięciu lat. Przetrwali wszelkie burze, zmiany, nowinki muzyczne i trwają. Zmieniają się odbiorcy, moda, rządy i obyczaje, a Jagger wydaje się być wieczny.
Jak to się stało, że grzeczny syn wuefisty został znanym muzykiem? Wszystko wskazywało na to, że Mick urodzony w 1943 roku w Dratford będzie ekonomistą. Natomiast dzięki ojcu – świetnie wysportowanym specem od cyferek. W czasie wojny w wielkiej Brytanii nie było zbyt przyjemnie, w każdej chwili można było spodziewać się nalotu nazistowskich rakiet V-1, czy potem V-2. Młody Michael Philip – późniejszy Mick – był grzecznym dzieckiem, potem ułożonym młodzieńcem uwielbiającym jazz.
Kiedy w 1962 roku powstała grupa – the Rolling Stones – wszystko wskazywało na to, że jej liderem będzie Brian Jones. Ten jasnowłosy gitarzysta i buntownik, już jako szesnastolatek został ojcem, do dwudziestego roku życia miał aż troje dzieci – każde z inną kobietą. W porównaniu z Brianem, Mick był ideałem. Natomiast jeśli chodzi o nazwę zespołu był to hołd dla Muddy’ego Watersa.
Kapela zaczęła stawać się popularna za sprawą Andrew Oldhama, który ich wypromował. Współpraca z wytwórnią płytową Decca, to kolejne elementy układanki na drodze do sukcesu. Jednak w 1964 roku podczas pierwszej podróży do Stanów Zjednoczonych członkowie kapeli wciąż klepali biedę. Na pocieszenie zaczęły się pojawiać w mediach informacje o Stonesach, że są głosem nastolatków i przeciwieństwem grzecznych muzyków z The Beatles. Zaczęło się szaleństwo, które trwa do dziś.
Mick Jagger w biografii Philipha Normana nie jest bóstwem postawionym na piedestale. Niewiele też ma wspólnego z antychrystem. Poznajemy człowieka zdeterminowanego, potrafiącego osiągnąć zamierzony cel. A słynny Stones po cichutku marzył o karierze aktorskiej. Jak się okazało, dane mu było stać się jednym z najsłynniejszych muzyków rockowych.
Za sprawą biografii obserwujemy zmiany, które nastąpiły w świecie Zachodu. Choć w latach sześćdziesiątych „The Rolling Stones” byli uważani za buntowników, tak naprawdę Mick był znacznie bardziej poukładany, niż choćby niektórzy Beatlesi oraz podporządkowany systemowi. Później Jagger oczywiście pokazał na co go stać, ale jakoś udało mu się pokonać problemy z narkotykami, czy alkoholem.
Gorzej natomiast było z miłostkami Jaggera. Zdobywał wszystkie najpiękniejsze damy od słynnej Marianne Faithfull zaczynając. W jego życiu była też Chrissie Shrimpton, Bianka Pérez-Mora Macias, Carlia Bruni, Jerry Hall, Luciana Morad (w sumie został ojcem siedmiorga dzieci, ze związku z czterema kobietami). Ukochane Micka mogły być pewne tylko jednego, że słynny Stones nie będzie wierny. Czym fascynował niewysoki, szczupły i szerokousty wokalista, że potrafił zdobyć serce najpiękniejszych?
Dzięki biografii Normana widzimy jak zmieniał się Mick Jagger. Obserwujemy też estradę z perspektywy fanów, czy muzyków oraz ekipy. Widzimy najpierw grzecznych chłopców, postrzeganych potem jako brudasów, a następnie buntowników. Michaela, który stopniowo przekracza kolejne granice, by wreszcie stać się sir Mickiem Jaggerem.
Każdy z nas ma swoje ulubione utwory Stonesów. Dla jednych będzie to „Sympathy for the Devil”, dla innych „Satisfaction”, czy „Brown Shugar”. Za sprawą biografii Philipa Normana (rówieśnika Jaggera) dowiemy się jak doszło do ich powstania. Sam Mick twierdzi, że niczego nie pamięta. Dzięki tej nieautoryzowanej biografii cofamy się w czasie i przechodzimy drogę artysty do sławy jeszcze raz. Zobaczymy jakie są koszty popularności, poznamy też człowieka z krwi i kości, który wcale nie poszedł tą samą drogą co Hendrix, Janis Joplin, czy Jim Morrison. Bo choć wydawało się, że jako trzydziestolatek będzie już za stary by śpiewać „Satisfaction”, rzeczywistość okazała się dla rockmana łaskawa.
Książę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa: Świat Książki.