Dorastałam w świecie, w którym nikomu się nie śniło, że można mówić dziecku, iż ma wpływ na otaczający go świat. Nic dziwnego, po stanie wojennym dominowało poczucie beznadziei. Znaliśmy na pamięć takie piosenki, jak „Mniej niż zero” Lady Pank, ale jeszcze nie powstał utwór „Jeszcze będzie przepięknie”. Wspominam o piosenkach, a przecież najcudowniejszy świat był zamknięty w książkach. Wystarczyło je otworzyć i przenieść się do innej rzeczywistości. Onjali Q. Rauf, autorka książki „Świat pełen nadziei'”, doskonale zna moc słów. Sama wykorzystała je, by dać młodym czytelnikom świadomość, jak wielką mają siłę, którą warto z siebie wydobyć, by działać na rzecz siebie oraz innych. Czytaj dalej
Archiwa tagu: zabawa
„Mój rower” – Dashka Slater

Jazda na rowerze jest bardzo ważną umiejętnością. Pamiętam do dziś, jak przesiadałam się z trójkołowca na większy, zwyczajny rower. Początkowo dołączone były do niego dodatkowe kółka, żeby się nie przewracać. W pewnym momencie rodzice zdecydowali, że czas je odkręcić i nauczyć się jeździć na dwóch kołach. Nie było to jakieś trudne zadanie. Pamiętam jednak, jak trudno było mojemu młodszemu bratu przekonać się do takiej wersji jazdy. Nie chciał dwukołowca i już. Wtedy nie było książek takich jak „Mój rower” Dashki Slater. Z pewnością ta nauka odbyłaby się z mniejszym stresem dla obu stron. Czytaj dalej
„Sopoty” – Tomasz Słomczyński
Kto nigdy nie był w Sopocie? Na Monciaku trzeba pokazać się choć raz w życiu, podobnie jak na Krupówkach, czy przy Neptunie w Gdańsku. Dla mieszkających tu na co dzień sopocian tacy turyści zjeżdżający z całej Polski to pewnie przekleństwo, ale dla wielu również źródło dochodów. Jak to się jednak stało, że właśnie to miasto, jest tak popularne? Dlaczego moja babcia wybierała się do Zoppot, a nie do Sopotu? Tak jakby to była wyprawa do jakiegoś innego kraju, a nie miasta położonego kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu. Tomasz Słomczyński w książce „Sopoty” objaśni nam to miejsce. Nie będzie miało za wiele wspólnego z tym, co dostrzega przeciętny turysta na molo.
Każdy z nas ma swój własny Sopot. Pamiętam doskonale wiele z tych obrazów, które przedstawia Tomasz Słomczyński. Pokazuje Sopot w latach, kiedy byłam dzieckiem. Koncerty w Operze Leśnej mogłam oglądać w telewizji i marzyć o wspaniałym kolorowym świecie, jaki jawił się za szklanym ekranem. Autor książki choć mieszkał w Sopocie, również nigdy nie zasiadał na widowni, ale mógł podziwiać tłumy ciągnące na festiwal. Słuchał dźwięków płynących z Opery Leśnej. Co zatem wspólnego ma obalenie komuny z koncertem Sabriny w Sopocie? Według Tomasza Słomczyńskiego był to już pewien powiew wolności, nadziei, że wkrótce runie dzielący nas od świata mur.
Mieszkam nie tak daleko od morza. Jednak, kiedy przypominam sobie wakacje z dziecięcych lat, to okazuje się, że nie mam we wspomnieniach kąpieli w Sopocie, czy w Trójmieście. Tam się nigdy nie kąpało w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, gdyż woda w Bałtyku była zbyt brudna. Słabo jak na kurort, ale w czasach PRL-u władze chyba nie za bardzo się przejmowały takimi kwestiami. Odpoczynek był gdzie indziej, np. nad jeziorami, albo na wczasach… pod gruszą.
Sopot powstał oczywiście na długo przed komunizmem w Polsce. Bardzo chciałam poznać tysiącletnią historię tego miasta i oczywiście to otrzymałam. Książki „Sopoty” nie położymy jednak obok tytułów typowo historycznych. Tomasz Słomczyński nastawił się na innego rodzaju narrację. Podkreśla, że każde pokolenie, a nawet każdy z nas ma swój indywidualny Sopot. Z tego całego zbioru szuka wspólnego mianownika. Pokazuje między innymi swój Sopot, miasto w którym autor dorastał i w którym na jego oczach działa się historia, co wiadomo dopiero z perspektywy czasu.
Z jakimi problemami zmagają się współcześni sopocianie? Mogą narzekać na turystów. Nie będą jednak pierwsi. Już w XVI wieku Sopot miał z nimi problem. W tym czasie najbardziej narzekano na Szwedów. Tomasz Słomczyński opowiada, kim byli mieszkańcy miasta na przestrzeni wielu wieków. Poznajemy ludzi, którzy przyczynili się do rozwoju kurortu, upadku, czy zwyczajnie zwykłych mieszkańców próbujących tu przetrwać. Wcale nie było to łatwe. Można powiedzieć, że miasto wiele razy traciło swoich obywateli. Po wielokroć się odbudowywało, podnosiło z kryzysów. W jakim momencie znajduje się teraz?
Tomasz Słomczyński by opisać różne oblicza miasta, pokazać nie tylko swoją własną perspektywę, odbył rozmowy z ludźmi związanymi z Sopotem. Zarówno z prezydentem miasta, wiceprezydentką i pierwszymi samorządowcami miasta w wolnej Polsce. Są też opowieści o sławach, które mieszkały w Sopocie, jak choćby znany mojemu pokoleniu autor komiksu „Kajko i Kokosz”, czyli Janusz Christa.
Książka „Sopoty” budzi wspomnienia i zmusza do refleksji. Mnie miasto przyciąga za względu na Literacki Sopot. Uwielbiam przyjeżdżać na festiwal. Mam wtedy własne, prywatne czterodniowe święto, na które czekam, jak pięciolatek na Świętego Mikołaja. Dzięki książce Tomasza Słomczyńskiego inaczej będę patrzyła w tym roku na nieznane do tej pory miejsca, choć przecież wielokrotnie mijane w czasie pobytu w Sopocie. Najlepiej wziąć książkę do ręki i popatrzeć na miasto jeszcze raz.
„Harper Drew. Dziennik katastrofy” – Kathy Weeks
Trudny jest wiek dorastania. Zwłaszcza dla dziewczyny, która ma szaloną rodzinkę. Jest to jednocześnie szansa, by nigdy się nie nudzić. Kathy Weeks postanowiła dać młodym czytelniczkom to, co świetnie sprawdziło się w przypadku „Dziennika cwaniaczka” Jeffa Kinneya czy cyklu „Moje życie jako… (np. książka)” Janet Tashjian. W otwierającym cykl tomie pt. „Harper Drew. Dziennik katastrofy” otrzymujemy pierwszoosobową narrację oraz ilustracje Aleksieia Bitskoffa. Czytaj dalej
„Pola i Piotruś. Ślimak”, „Pola i Piotruś. Nowy kolega” – Camilla Reid, Axel Scheffler
Dzień Dziecka już minął, ale warto z najmłodszymi czytać co dzień. Wieczorny rytuał polegający na słuchaniu opowieści przed spaniem to świetna sprawa. Zbliża ludzi. Maluchów do dorosłych i odwrotnie. Kiedy dzieciaki przyzwyczajają się do takich zasad, same dopominają się o wieczorne czytanie (albo i częstsze). Moje pociechy dawno już wyrosły, jednak doskonale pamiętają te rytuały i nie narzekają. Wieki temu, kiedy zaczęłam prowadzić blog o książkach, sprawdzałam na własnych dzieciach, czy dany tytuły trafia w ich gust czytelniczy. Teraz jednak muszę polegać tylko na sobie, ewentualnie podsuwać rożne historie najmłodszym dzieciom z rodziny. Dzięki temu wiem, że seria „Pola i Piotruś” cieszy się sporym powodzeniem. Czytaj dalej
„Skrzydlate książki” – Anna Sakowicz
Niezbyt często się zdarza, że autor wydaje dwie książki niemal w tym samym czasie. W poniedziałek pisałam o audiobooku „POPR-ańcy. Chata pod Wierchami”, a za kilka dni premierę będą miały „Skrzydlate książki” Anny Sakowicz. Oba tytuły łączy to, że mamy do czynienia z historiami fantastycznymi. Opowieść najnowsza zabiera nas nie w góry a nad morze, do Gdańska, ale tego z dwudziestolecia międzywojennego. Wcale się nie zdziwię, gdy dorosłym czytelnikom nasunie to zaraz skojarzenie z „Jaśminową sagą” tej autorki. Teraz jednak bohaterami będą dzieci i to dla nich będzie ta opowieść. Czytaj dalej