„Bliskość” – Marin Mălaicu Hondrari

Bliskość, Marin Mălaicu-HondraraiLiteratura rumuńska. Właściwie znałam tylko jedną autorkę pochodzącą z tego kraju, noblistkę piszącą po niemiecku – Hertę Müller. Ewentualnie do głowy przychodzi mi religioznawca Mircea Eliade. Tym bardziej zaskakuje fakt, że w Rumunii dominuje poezja. Natomiast dzięki Rumuńskim Klimatom można przyjrzeć się bliżej autorom mniej znanym u nas, a jednocześnie takim, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia.

Marin Mălaicu-Hondrari w powieści „Bliskość” splata ze sobą historie kilku bohaterów. Warto jednak zacząć od inspiracji autora Julio Cortázarem  i Roberto Bolaño. Zresztą Mălaicu-Hondrari jest tłumaczem z hiszpańskiego właśnie tych autorów. Jak bardzo są mu bliscy, świadczy to, że cytat początkowy został zaczerpnięty z Cortázara. Natomiast jeden z bohaterów, Adrian, często wspomina książkę „62. Model do składania”. Czytaj dalej

„Powolność” – Milan Kundera

Powolność, Milan Kundera„Powolność” Milana Kundery wydana została w 1995 roku, pięć lat przed „Niewiedzą”, którą czytałam nie tak dawno temu. I choć książka jest niepozornych rozmiarów, to zmusza do myślenia. Każe się zastanawiać nad kondycją współczesnego człowieka. Oprócz tego przenosimy się do osiemnastego wieku i porównujemy tamten świat z tym dzisiejszym.

Uwielbiam powieść epistolarną „Niebezpieczne związki” Choderlosa de Laclosa. Do tej lektury między innymi odwołuje się Milan Kundera. Opisuje osiemnastowieczne francuskie wyższe sfery i ich styl życia. Przyjemność była wtedy, kiedy się do niej dążyło – a nie tylko wtedy, kiedy się ją osiągnęło. Kawaler, by móc zdobyć panią de T. musiał się zdobyć na wyrafinowaną grę, w której ważny był każdy gest, każde słowo. Nagroda za ten wysiłek była wielka, dzięki odpowiedniemu zachowaniu bohater mógł spędzić upojną noc z damą. Czytaj dalej

„Niewiedza” – Milan Kundera

Niewiedza, Milan KunderaTrudno o bardziej znanego czeskiego pisarza, niż Milan Kundera. Tyle, że właściwie od ćwierćwiecza artysta tworzy po francusku. W tym języku wydano właśnie w 2000 roku jego „Niewiedzę”. Trzy lata później została przetłumaczona na język polski. Obecnie można sięgnąć po wydanie W.A.B w nowej szacie graficznej autorstwa Przemka Dębowskiego.

W komunistycznym świecie, ludzie którzy nie zgadzali się z systemem, często decydowali się na emigrację. Tych powodów mogło być znacznie więcej. Jednak ci, którzy przyjmowali u siebie emigrantów, przyszywali im łatkę. Powszechnie uważało się, że emigranci powinni być nieszczęśliwi, tęsknić za domem, który zostawili gdzieś daleko. Kiedy upadł system komunistyczny oczekiwano od nich, że powrócą. Wreszcie nie było ku temu żadnych przeciwwskazań. Tyle, że nikt nie brał pod uwagę że może stworzyli swoje gniazdo gdzie indziej. Czytaj dalej

„Schwedenkräuter” – Zbigniew Kruszyński

Schwedenkräuter, Zbigniew KruszyńskiZbigniew Kruszyński zadebiutował w 1995 roku powieścią „Schwedenkräuter”. Teraz mamy okazję sięgnąć po wznowienie tej książki. Ostatnio o autorze słyszałam za sprawą powieści „Kurator”. Od czego zaczynał Zbigniew Kruszyński? Warto dodać, że pisarz jest lingwistą oraz tłumaczem. Przez dziesięć lat mieszkał z rodziną w Szwecji. Wyjechał, gdyż otrzymał od władz komunistycznych paszport w jedną stronę, za to że działał w opozycji.

Wspominam o epizodzie emigracyjnym Zbigniewa Kruszyńskiego, gdyż debiutancka powieść tego autora „Schwedenkräuter” odwołuje się do jego osobistych doświadczeń. Jednak nie można powiedzieć, by sama historia miała charakter autobiograficzny. Bohater książki jest z lingwistą z wykształcenia, a na swój los patrzy przez pryzmat języka. Czytaj dalej

Jan Krasnowolski – „Afrykańska elektronika”

Afrykańska elektronikaKiedy sięgnęłam po „Afrykańską elektronikę”, opowiadania Jana Krasnowolskiego, nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Zachęciło mnie to, że autor pokazuje współczesnych polskich emigrantów. Sam zresztą pracuje na Wyspach, więc ich doświadczenia nie są mu obce. Tyle, że kiedy zaczęłam czytać książkę, wcale nie otrzymałam prozy, która byłaby odpowiednikiem serialu „Londyńczycy” (na szczęście).

Pierwsze opowiadanie – „Brudny Heniek” – nie odwołuje się do emigracji. Tytułowy bohater jest byłym zomowcem, którego dopadają pewnego dnia demony z przeszłości. Heniek Juha poznał co to strach, kiedy uciekał przed demonstrantami. Wcześniej przełożony wydał rozkaz strzelania do protestujących. A Heniek stał się tym, który mieczem wojując, od miecza ginie. Tyle, że niedosłownie. Kiedy bohater ucieka w czasie rozruchów, zostaje postrzelony przez mężczyznę przebranego za Mikołaja. Po latach wciąż nie wszystko pamięta. Dopiero szaleniec mordujący w hipermarkecie, pozwoli mu rozwiązać tę tajemnicę.

Kolejne opowiadania: ?Afrykańska elektronika?, ?Hasta siempre, comandante?, ?Kindoki? połączy motyw emigracji. Pierwsze z nich nawiązuje do voodoo. Polak, który zaprzyjaźni się z czarnoskórym Ghańczykiem, odkryje, że z pomocą afrykańskiej magii, da się zrobić świetnie prosperujący interes. Afrykańska elektronika wprawdzie spełniania życzenia, ale konsekwencje okażą się przerażające.

Z koszmarem można się również  spotkać czytając kolejną opowieść – ?Hasta siempre, comandante?. Autor połączył historię „Che” Guevary z majakami sennymi emigranta, które wywołują bohomazy na ścianie sypialni. Natomiast w ?Kindokim? Jan Krasnowolski powiązał w zaskakujący sposób lęki Anglików przed emigrantami z przemycaniem małego Afrykańczyka promem do Wielkiej Brytanii oraz Holocaustem. Jest przerażająco i strasznie, zwłaszcza gdy pojawi się mgła.

Zaskakujące w opowiadaniach autora jest to, jak świetnie są zbudowane. Ich konstrukcja została świetnie przemyślana. Jan Krasnowolski potrafi świetnie operować konwencją i tworzyć przy okazji coś bardzo ciekawego. Historie przez niego stworzone kojarzą się ze Stephenem Kingiem. Mają wywoływać gęsią skórkę ze strachu, ale i wciągać czytelnika, tak że trudno się od nich oderwać. Zakończenia za każdym razem zaskakują i nie są oczywiste, ani przewidywalne.

Wydawać by się mogło, że konwencja thrillera, czy horroru nie może być połączona z opowieścią o współczesnej klasie pracującej za granicą. A jednak. Jan Krasnowolski przygląda się tej grupie i pokazuje jej zróżnicowanie. Znajdą się więc polscy rasiści, ludzie zamknięci we własnej bańce narodowej, nie potrafiący się otworzyć na Brytyjczyków. Będą też tacy, którzy na widok rodaków szybko przejdą na drugą stronę ulicy, by nie wydało się, że oni też są Polakami. Jan Krasnowolski widzi ten światek i opisuje go, ale rozwiewa emigracyjny sen o szybkim bogactwie. Zostaje strach i przerażenie.

Świetnie skonstruowana fabuła opowiadań oraz narracja – tak najkrócej dałoby się scharakteryzować prozę  Krasnowolskiego. Jednak nie jest to książka dla wszystkich. Wydawca zaliczył opowiadania do „lad lit” – czyli literatury popularnej dla męskiego odbiorcy. Chodzi prawdopodobnie o brutalność i konwencję horroru. Jednak nie sądzę, że należy wykluczać sporej grupy odbiorców, którzy poszukują w literaturze ważnych pytań. U Krasnowolskiego ich nie brakuje. Jego proza wręcz ocieka egzystencjalnymi pytaniami – dokąd zmierzamy i ile w nas człowieczeństwa? Tyle, że Krasnowolski czerpie od amerykańskich brutalistów, takich jak Bukowski i Ellis oraz bawi się estetyką thrillera i horroru. Wydaje mi się, że ważne jest przesłanie tych opowiadań. Autor poszukuje źródła zła w człowieku. To, co znajduje przeraża, ale też daje nutkę nadziei.

Dziękuję Ha!art za książkę „Afrykańska elektronika”

„Lew” – Robert Zieliński

LewProza emigracyjna, czy ktoś pamięta jeszcze o czymś takim? Pisarze powojenni działający za granicą tacy jak Czesław Miłosz, Witold Gombrowicz, czy Gustaw Herling-Grudziński mieli wiele do powiedzenia. Jak to wygląda dzisiaj, skoro Polacy nadal wyjeżdżają za chlebem? Co mają do powiedzenia współcześni pisarze emigracyjni?

Dzięki debiutanckiej powieści Robert Zielińskiego pt. „Lew” przenosimy się do miejsca, które jawi się nam Polakom, jako raj na ziemi. Główny bohater mieszka w Kalifornii i co ciekawe, odniósł tam sukces. Po pierwsze jako dentysta, a po drugie dorabia jeszcze na rynku nieruchomości i dzieł sztuki. Czego może chcieć ktoś, kto osiągnął wszystko? Pragnie stać się lwem w stosunkach damsko-męskich…

Oczywiście, główny bohater posługuje się stereotypami. Z cech króla zwierząt wybiera sobie tylko te, które są mu wygodne. Ma zamiar zdobywać kobiety, aby za chwilę je porzucać, dla coraz młodszych obiektów seksualnych. Tyle, że sam nie staje się młodszy, a jego nie zawsze udane próby dowodzą, że o płci przeciwnej niewiele wie. Skupia się przecież wyłącznie na własnej przyjemności. Kolejne kontakty z kobietami niczego go nie uczą. Wręcz przeciwnie. Powoli zaczyna przypominać starego lubieżnika z opowieści biblijnych. Otrze się o śmieszność, kiedy chcąc zdobyć sześciotysięcznik, nafaszeruje się niebieską pigułką, ponieważ potencja jest najważniejsza, nawet w tak mało romantycznym momencie, kiedy wszyscy raczej próbują zdobyć trochę tlenu, a nie kobietę.

W książce Roberta Zielińskiego można odnaleźć nowe spojrzenie na los emigranta. Główny bohater jest Amerykaninem polskiego pochodzenia, ale takim któremu się udało. Ma wszystko, osiągnął więcej niż inni. Jednak dlaczego ciągle czegoś mu brakuje? Zamiast lwa przypomina raczej napuszonego koguta. Poszukiwania kolejnych kobiet nie przynoszą mu szczęścia, bo nie potrafi stworzyć żadnego związku. A to nie odpowiadają mu feministki, a to kolejnej partnerki się wstydzi, bo nie jest dość młoda i atrakcyjna. Może boi się odrzucenia?

Najciekawszą historią w tej powieści jest utożsamianie się tytułowego Lwa z Polakami w momencie śmierci Jana Pawła II. Ogarnięty nagłym poczuciem wspólnoty z rodakami, udaje się do Rzymu na pogrzeb papieża. Jednak robi wszystko na opak, ponieważ stara się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – próbuje wziąć udział w wielkiej żałobie oraz zdobyć kolejną piękną kobietę.

Książka Roberta Zielińskiego może niektórych odrzucać przez głównego bohatera, który razi swoim stereotypowym myśleniem. Na szczęście autor podchodzi do tej postaci z dystansem. Opowiada historię w sposób ironiczny, każe czytelnikowi zastanowić się nad tym, na czym polega sukces. Czy Americam dream to rzeczywiście świetny samochód, piękne obrazy, kilka nieruchomości i wyjazdy na egzotyczne wycieczki? Skąd w takim razie u tytułowego bohatera to poczucie pustki i wyobcowania?

Autor „Lwa” zadebiutował bardzo późno, niemal jako sześćdziesięciolatek, Sam również jest emigrantem, który odniósł sukces w Ameryce. Kusi mnie, by szukać nawiązań w jego prozie do Jerzego Kosińskiego i Janusza Głowackiego, ale Robert Zieliński widzi problemy współczesne i opisuje je w swoim własnym stylu.

 Dziękuję Wydawnictwu Ha!art za książkę.