Niedziela postanowiła popsuć plany organizatorom Literackiego Sopotu. W związku z tym, że padał deszcz, trzeba było nieco zmieniać lokalizację, a zwłaszcza mieć baczne oko na książki, które nie lubią wody. Na szczęście te, które kupiliśmy, były zafoliowane, więc nic złego im się nie stało.
Na warsztatach „Emocje od Z do A” jeszcze udało nie zmoknąć. Dzieci posłuchały książki Tove Jansson, „Niebezpieczna podróż”. Sam tytuł nie wskazuje na to, że ma coś wspólnego z nudą – bo właśnie taki był temat niedzielnego spotkania. Okazuje się, że nudząc się, można przeżyć coś niesamowitego. Tak stało się z Zuzą, która po założeniu okularów, nagle trafia do świata Muminków. Sporo w nim grozy, ale też wiele się dzieje, no i dobrze się kończy. Dzieciakom najbardziej podobał się śnieg (czyli ścinki papieru), którym szczodrze sypali aktorzy. Joanna Trzaska tłumaczyła dorosłym, dlaczego warto się nudzić, bo przecież właśnie wtedy można się lepiej zrozumieć. Natomiast maluchy dowiedziały się podczas spotkania z Anną Uzarczyk, że nuda może być początkiem wielkiej przygody.
Po warsztatach udałam się na Kulturalną Plażę Trójki, na spotkanie z Mariuszem Szczygłem. Obfite opady deszczu sprawiły, że trzeba było się przenieść do pobliskiego Klubu Atelier. Tłum zaskoczył wszystkich. Część osób nawet nie próbowała dostać się do środka, tak byliśmy stłoczeni. Sama przyszłam na pół godziny przed rozpoczęciem, a już było dużo osób. Jednak po chwili zapanował tu olbrzymi ścisk. Mimo to warto było się pojawić, ponieważ Mariusz Szczygieł opowiadał niezwykle zabawnie i z polotem. Nawet wzbogacał nasze słownictwo o zapomniane wyrazy (jak dobrze pamiętam: hecny – robiący hecę, zadziorny). Michał Nogaś pytał dziennikarza przede wszystkim o antologię reportażu „100/XX”, bo przecież Szczygieł jest ekspertem w tej dziedzinie, ale wszystko odbywało się w żartobliwej atmosferze.
Nie mogłam też pominąć spotkania z Ignacym Karpowiczem. Odbywało się ono w Zatoce Sztuki, a prowadził je Juliusz Kurkiewicz. Za sprawą książki „ości” Karpowicz został nominowany do Literackiej Nagrody Nike. I od tego tytułu zaczęła się rozmowa – o serialach i poliamorii. Oczywiście prowadzący nie zapomniał zapytać o pierwowzory bohaterów tej powieści, bo nie jest tajemnicą, że autor oparł swą historię na żywych ludziach. Na szczęście dziennikarz nie pominął „Sońki”. Dowiedziałam się, że praca nad nią trwała aż siedem lat. Ignacy Karpowicz napisał kilka wersji, pierwsza miała aż 500 stron, ostateczna tylko 208. Padły pytania o możliwość wystawienia adaptacji „Sońki”. Autor stwierdził, że są takie plany, choć nie wiadomo, kiedy nastąpi ich ostateczna realizacja.
Żałuję, że Festiwal Literacki Sopot dobiegł końca. Na szczęście dzięki spotkaniom z moimi ulubionymi autorami, naładowałam baterie. Teraz mogę ruszać do pracy. Widzę też że impreza cieszy się sporym powodzeniem. Pewnie w przyszłym roku organizatorzy wezmą to pod uwagę, że może być spory tłum. Na przykład na warsztaty „Emocje od Z do A” cieszyły się w niedzielę takim powodzeniem (mimo niepewnej pogody), że dzieci zwyczajnie w świecie się nie mieściły na przygotowanym dla nich miejscu. Zaś dzięki Michałowi Nogasiowi nie jest już tajemnicą, że za rok można się spodziewać w Sopocie literatury czeskiej. Ciekawe, kto zostanie zaproszony?
Pewnie nikogo nie zaskoczę, kto tu czasami zagląda, że dzisiaj również spędziliśmy dzień na spotkaniach z pisarzami oraz uczestnicząc w warsztatach. Literacki Sopot trwa, więc trzeba to odpowiednio wykorzystać. Zakupy książkowe uznaję za udane, od poniedziałku będziemy mieli co czytać.






Dzięki
„Noc żywych Żydów” Igora Ostachowicza to pozycja, która dostała się do finałowej siódemki książek nominowanych do Nagrody Nike 2013. Już od dłuższego czasu miałam ochotę po nią sięgnąć, ponieważ czytałam sporo pozytywnych recenzji na jej temat. Trafiłam na powieść, w której autor posłużył się groteską.
Już dzisiaj wieczorem dowiemy się, kto zostanie laureatem Nike 2013. Czytelnicy wybrali Szczepana Twardocha i ja się też pod tym podpisuję. Uważam, że