„Klaśnięcie jednej dłoni” – Richard Flanagan

Klaśnięcie jednej dłoni, Richard FlanaganPo „Ścieżkach Północy” Richarda Flanagana, książce, która cieszy się w Polsce popularnością, ale za granicą również zyskała status bestsellera i zdobyła Nagrodę Bookera, każdy czytelnik może mieć pewne obawy. Czy wcześniej napisana powieść (wydana w 1997 roku), a teraz przetłumaczona na język polski, okaże się równie dobra? Miałam okazję przekonać się, że warto sięgnąć po ten tytuł, choć jego tematyka jest nieco inna, niż „Ścieżek Północy”, to otrzymujemy książkę niezwykle poruszającą. Obie powieści jednak coś łączy: opisano w nich doświadczenia wojenne bohaterów, o których trudno będzie później zapomnieć. Czytaj dalej

„Ostatnia noc w Tremore Beach” – Mikel Santiago

Ostatnia noc w Tremore Beach, Mikel SantiagoHiszpan Mikel Santiago zaczął karierę pisarską korzystając z Internetu, ponieważ najpierw publikował opowiadania na swoim blogu. Pierwszą książkę wydał tylko w formie e-booka, szybko okazała się hitem w USA. Dopiero po tym fakcie zainteresowali się nią wydawcy. Teraz książka Mikela Santiago „Ostatnia noc w Tremore Beach” ma szansę na ekranizację. Czytaj dalej

„Krocząc w ciemności” – Leonie Swann

Krocząc w ciemności, Leonie SwannKiedy dziesięć lat temu sięgnęłam po debiutancką powieść Leonie Swann „Sprawiedliwość owiec” byłam bardzo zaskoczona. Fakt, że tytuł zaskakiwał, to jednak nie odkrywał wszystkiego. Bohaterkami książki okazały się owce rozwiązujące zagadkę kryminalną. A wszystko jeszcze miało podtekst filozoficzny. Podobnie rzecz się miała w przypadku „Tryumfu owiec”. Drugi tom był jednocześnie thrillerem i komedią filozoficzną. Jeśli chodzi o powieść „Krocząc w ciemności” to nie stanowi ona kontynuacji poprzednich historii. Najnowsza książka Leonie Swann z owcami nie ma już nic wspólnego, ale książka została utrzymana w podobnej konwencji. Czytaj dalej

„Bez litości” – James Scott

Bez litości, James ScottDebiutancka książka Jamesa Scotta „Bez litości” zwróciła moją uwagę, gdyż została entuzjastycznie przyjęta w świecie anglojęzycznym. Autora powieści powiązano z Cormackiem McCarthym oraz Alfredem Hitchcockiem. Dlaczego? Ponieważ Scott potęguje napięcie, a oprócz tego pisze w sposób surowy i oszczędny.

„Bez litości” zaczyna się od powrotu położnej Espeth do domu. Jest 1897 rok, trwa mroźna zima, a nad jeziorem Erie w Stanach Zjednoczonych jest ona niezwykle surowa. Kobieta po wielu miesiącach nieobecności nie spodziewa się, że w domku na zupełnym odludziu zobaczy skutki rzezi, której dokonano na jej rodzinie. Jej mąż Jorah i czworo dzieci zostaje zamordowanych z zimną krwią. Jedynie dwunastoletni Caleb cudem uchodzi z tej masakry, ale przypadkowo rani matkę. Czytaj dalej

„Szczątki pamięci” – Anders de la Motte

Szczątki pamięci, Anders de la MotteAnders de la Motte jest szwedzkim pisarzem, byłym policjantem i autorem trylogii: [geim], [buzz], [bubble]. Dzięki tym książkom pokazał, że potrafi sprawnie budować napięcie w powieści, zaskakiwać zwrotami akcji oraz dawać nieoczywiste rozwiązania zagadki. Po świetnie odebranym debiucie, teraz kolej na „Szczątki pamięci”. Czy i ta powieść okaże się równie interesująca, jak trylogia o Grze w Alternatywną Rzeczywistość?

Tym razem poznajemy oficera policji, który ulega groźnemu wypadkowi. Widzimy go w momencie, kiedy przytrafia mu się udar, którego konsekwencją jest utrata panowania nad kierownicą. Dochodzi do zderzenia, a sam David Sarac w ciężkim stanie trafia do szpitala. Okazuje się, że utracił pamięć krótkotrwałą. Nie wie, jakimi sprawami zajmował się ostatnio w policji. Czytaj dalej

„To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormac McCarthy

To nie jest kraj dla starych ludziKsiążka „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormaca McCarthy’ego stała się jeszcze bardziej słynna po ekranizacji. Obraz braci Coen z 2007 roku, otrzymał aż cztery Oscary, w tym za najlepszy film oraz za reżyserię. Przed obejrzeniem ekranizacji lubię mieć za sobą lekturę. Tym razem jednak tak się nie stało, ale przez to, że film widziałam dość dawno temu, nie wpłynęła ona jakoś szczególnie na mój odbiór powieści.

Akcja książki „To nie jest kraj dla starych ludzi” kręci się teoretycznie wokół aktówki z dwoma milionami dolarów. Llewelyn Moss trafia przez przypadek w miejsce, gdzie rozegrała się walka. Gdzieś na pograniczu USA i Meksyku doszło do jatki między handlarzami narkotyków. Giną niemal wszyscy, zostają jedynie pieniądze i narkotyki. Moss – snajper, weteran wojny wietnamskiej, postanawia zabrać dolary. Ta decyzja spowoduje, że z myśliwego staje się zwierzyną łowną, którą ścigać będzie wielu.

Powieść podzielona została na rozdziały, z których każdy zaczyna się od monologu wewnętrznego szeryfa Bella. Czujemy się tak, jakbyśmy obserwowali postać z westernu. Prawy człowiek, stojący mocno na nogach. Jego moralność może być wzorem dla wielu. Kiedy czytałam jego wypowiedzi, niemal słyszałam jego teksaski akcent. Szeryf jest dla czytelnika kwintesencją amerykańskiego bohatera – współczesnym Johnem Waynem. Weteran wojenny z drugiej wojny światowej, szczęśliwie żonaty, żyjący niemal jak mnich. Jednak gdzieś w zanadrzu czujemy, że życie mocno go doświadczyło. Podejmując pracę szeryfa, pragnie odpokutować coś, co wydarzyło się podczas wojny.

W książce mamy do czynienia z kolejnymi scenami, podczas których obserwujemy albo szeryfa, albo Mossa, lub psychopatę Chigurha. Głównie dzięki temu ostatniemu trup ściele się gęsto i wylane zostaje morze krwi. Demoniczny Anton Chigurh również ma swoje zasady, którymi się kieruje. Jednak jego dogmaty przywołują raczej na myśl anioła śmierci, sprowadzającego piekło na ziemię.

Llewelyn Moss, kiedy sięga po teczkę z pieniędzmi, zdaje sobie sprawę ze swego wyboru. Wie, że będzie musiał walczyć, mimo to stawia wszystko na jedną kartę. Bohaterowie tej książki zdają sobie sprawę z nieuchronności losu. Chigurh mówi, że nawet jeśli dokonamy jakiegoś wyboru, nasze życie jest już z góry ustalone. On tylko dopełnia ten los.

Książka „To nie jest kraj dla starych ludzi” Cormaca McCarthy’ego trzyma czytelnika cały czas w napięciu. W końcu twa pościg, a mimo naszej czujności i tak co rusz jesteśmy zaskakiwani. Oprócz tego odbywamy podróż po amerykańskiej ziemi, wręcz możemy zachłysnąć się jej olbrzymią przestrzenią. Największym plusem powieści są jej dialogi. Zastosowano zabieg, który nieco utrudnia odbiór, ponieważ przyzwyczajeni jesteśmy do używania myślników w celu zaznaczenia dialogów. Tutaj tego nie ma. Niekiedy musimy się zastanowić, czy mamy do czynienia z monologiem wewnętrznym bohatera, czy rozmową. Warto jednak podjąć ten trud, ponieważ tłumacz postarał się za pomocą języka oddać charakter bohaterów. Myślę, że nie było to łatwe.

Z powieści płynie ciekawe przesłanie. McCarthy dokonał w niej studium ludzkiej natury. Choć zastosował formę kojarzącą się raczej z rozrywką, a mianowicie posłużył thrillerem, ukazał czytelnikom drugie dno. Podróżując z głównymi bohaterami, razem z nimi zastanawiamy się nad ludzką egzystencją. Dostrzegamy, jak cienka jest granica między dobrem a złem.

„To nie jest kraj dla starych ludzi” posiada dobrze przemyślaną konstrukcję. McCarthy potrafił stworzyć ciekawe postacie. Szeryf Bell jest człowiekiem z krwi i kości, a jednocześnie nie pozbawionym heroiczności. Dzięki niemu zastanawiamy się nad kondycja ludzką, naszą naturą. Powieść porywa nas swą akcją, ale jednocześnie zmusza do myślenia o tym, jacy są ludzie. Nie ma łatwych i prostych odpowiedzi, za to w środku każdej egzystencji dostrzegamy mrok. Nawet dobry bohater posiada jakąś rysę. Problem polega na tym, czy potrafi zapanować nad złem tlącym się w jego wnętrzu?

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Literackiemu.